Ojeda, o którym głośno było, gdy poparł strajk nauczycieli stanowych domagających się podwyżek płac, ma ogłosić formalnie start w wyborach w najbliższych godzinach.
"Tak jak powiedziałem, nie skończyliśmy walki" - miał napisać w e-mailu do swoich sympatyków, cytowanym przez "Politico".
Ojeda przegrał starcie o miejsce w Kongresie USA z republikanką Carol Miller różnicą 12 punktów procentowych. Zdołał jednak zmienić rozkład głosów w swoim okręgu o 31 punktów procentowych na korzyść Demokratów w porównaniu do wyborów prezydenckich z 2016 roku. Żaden polityk Demokratów nie doprowadził do tak dużych zmian w poparciu w swoim okręgu.
"Newsweek" zauważa jednak, że problemem Ojedy może być to, że w 2016 roku popierał Donalda Trumpa tłumacząc, iż - jego zdaniem - Demokraci odcięli się od swoich korzeni.
- Byłem Demokratą odkąd głosuje i pozostanę Demokratą, ale tylko z powodu tego, czym powinna być Partia Demokratyczna - mówił wtedy zarzucając Demokratom iż stali się partią elit. - Goldman Sachs, o to kim są (Demokraci) - przekonywał.
Zdaniem Ojedy Partia Demokratyczna powinna "walczyć o interesy klasy robotniczej". - I to właśnie robię. Jestem całym sercem za związkami zawodowymi - mówił.
W marcu tego roku Ojeda mówił już jednak, że żałuje głosowania na Trumpa z powodu polityki, jaką ten prowadzi jako prezydent USA.
Według Amerykańskiego Barometru - badania Hill.TV, żaden potencjalny kandydat Demokratów nie uzyskał więcej wskazań niż Ojeda, jako potencjalny rywal dla Trumpa w wyborach prezydenckich.
Randy Jones, pracujący przy ostatniej kampanii Ojedy nazywa go "Johnem Fitzgeraldem Kennedym z tatuażami" - pisze "Politico".