Z odręcznie sporządzonym przez Hodę Muthanę listem zapoznała się redakcja CNN. List 24-latki przekazali członkowie jej rodziny.

Muthana wyjechała do Syrii pięć lat temu. Od tego czasu miała trzech mężów. "Kiedy wyjechałam, byłam naiwną, złą i arogancką młodą kobietą. Myślałam, że rozumiem swoje przekonania religijne" - pisze.

Kobieta była świadkiem zniszczeń wywołanych przez wojnę, w której zginęło jej dwóch mężów. "W Syrii widziałam i doświadczyłam skutków wojny, które mnie zmieniły. Patrzenie na przelaną krew z bliska mnie zmieniło".

Amerykanka pisze, że nie chce być już częścią tego. "Moje przekonania nie były takie same jak ich".

Czytaj także: Wielka Brytania: Nastolatka traci obywatelstwo, bo dołączyła do dżihadystów w Syrii

Muthana była opisywana przez swoje koleżanki ze szkoły średniej jako nieśmiała. Zmieniła się po dołączeniu do bojowników tzw. Państwa Islamskiego. Zaciekle wypowiadała się na temat prowadzonych przez nich działań. Apelowała, by do dżihadystów dołączyło więcej Amerykanów. W 2015 roku pisała, że na miejscu jest wielu Australijczyków i Brytyjczyków, ale brakuje Amerykanów, których nazwała tchórzami. Nawoływała do skrajnej przemocy wobec amerykańskich żołnierzy. 

W rozmowie z ABC News kobieta powiedziała, że wstydzi się teraz swoich słów. Dodała, że ma wyrzuty sumienia, czuje smutek i żal. Błaga o możliwość powrotu do domu. 

"Mam nadzieję, że w Stanach Zjednoczonych nie sądzą, że jestem dla nich zagrożeniem. Mam nadzieję, że mogą mnie przyjąć" - powiedziała.

Jeśli Muthana wróci do Stanów Zjednoczony, może zostać osądzona. Przedstawiciel jej rodziny powiedział, że bliscy są tego świadomi i liczą na sprawiedliwy proces.

Departament Sprawiedliwości nie skomentował tego, czy zostanie ona poddana ekstradycji oraz czy zostanie oskarżona.

Kobieta kilka tygodni temu uciekła z terenów zajmowanych przez tzw. Państwo Islamskie. Obecnie wraz ze swoim 18-miesięcznym synem przebywa na północy Syrii w obozie dla osób przesiedlonych.

"W cichych chwilach między bombardowaniami, głodem, zimnem i strachem, patrzyłam na mojego pięknego chłopca i widziałam, że nie należę do tego miejsca. On też nie" - relacjonuje. "Dopiero teraz naprawdę rozumie, jak ważne są swobody, które są zapewnione w Ameryce" - dodaje.