Odległość z Sunderlandu do Londynu to 435 kilometrów. Uczestnicy chcą 29 marca dotrzeć do brytyjskiego parlamentu. Tego dnia Wielka Brytania ma opuścić Unię Europejską.
Data ta stanęła pod znakiem zapytania, gdy parlamentarzyści nie poparli umowy wynegocjowanej przez premier Theresę May.
W tym tygodniu szefowa brytyjskiego rządu będzie próbował po raz trzeci przekonać parlamentarzystów do swojego porozumienia.
Jeśli parlament się zgodzi, May zwróci się do UE o przedłużenie brexitu. Ma to umożliwić Londynowi przyjęcie niezbędnych przepisów.
Sunderland jest bardzo symboliczny. To właśnie wynik referendum w tym mieście skłonił nas do refleksji, że to naprawdę się stanie - powiedział wczoraj Farage.
- Myślę, że jesteśmy świadkami zdrady. Myślę, że pod względem demokratycznej historii naszego narodu jesteśmy świadkami jednego z najsmutniejszych rozdziałów - dodał.
Uczestnicy marszu uważają, że przedłużenie brexitu lub doprowadzenie do kolejnego referendum byłoby zignorowaniem demokratycznego głosowania.
Farage zapowiedział, że nie przejdzie całej trasy, gdyż w tym czasie ma szczyt europejski.