W ubiegłym roku Brytyjczycy stanowili ponad jedną piątą zagranicznych turystów odwiedzających Hiszpanię. Dla kraju jest to ważna gałąź gospodarki, a decyzja władz w Londynie jest poważnym ciosem po miesiącach obowiązującego w Hiszpanii lockdownu.
- Hiszpania jest bezpieczna, jest bezpieczna dla Hiszpanów, jest bezpieczna dla turystów - mówiła w rozmowie z dziennikarzami minister spraw zagranicznych Arancha Gonzalez Laya.
Władze w Madrycie chcą przekonać Wielką Brytanię, by z obowiązkowej kwarantanny wyłączyć Wyspy Kanaryjskie i Baleary. Tłumaczono to faktem, że w popularnych miejscowościach turystycznych jest mniej zakażeń niż w Wielkiej Brytanii.
W Hiszpanii w ciągu ostatnich kilku tygodni odnotowano wzrost liczby przypadków COVID-19, a Wielka Brytania ogłosiła w sobotę wieczorem, że usuwa kraj z listy bezpiecznych podróży. Kwarantanna weszła w życie kilka godzin później.
Decyzja wpłynęła na plany wakacyjne wielu Brytyjczyków. Część osób o obowiązku kwarantanny dowiedziała się będąc na urlopie. Minister Arancha Gonzalez Laya otwarcie nie skrytykowała decyzji władz w Londynie, ale takie głosy pojawiają się wśród osób pracujących w branży turystycznej.
- To szalone, biorąc pod uwagę, że ograniczenia obowiązujące w Hiszpanii są dobre - z maskami, z dezynfekcją wszystkiego, z myciem rąk w sklepach. To lepsze niż to, co mamy w Londynie - powiedział Rich Lambert, urzędnik ds. komunikacji na lotnisku w Barcelonie.
Firma TUI UK ogłosiła, że odwoła wszystkie wyjazdy do Hiszpanii kontynentalnej do 9 sierpnia, przy jednoczesnym utrzymaniu lotów na Baleary i Wyspy Kanaryjskie.
- Nie możemy przepraszać. Musimy być w stanie podjąć szybkie, zdecydowane działania - tłumaczył minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Dominic Raab.