W ciągu ostatniej doby, w liczących ok. 1,3 mld mieszkańców Indiach, zmarło 4 205 chorych na COVID-19 - to największy dobowy przyrost liczby zmarłych w tym kraju od początku epidemii.

Od 21 kwietnia w Indiach codziennie wykrywanych jest ponad 300 tysięcy zakażeń koronawirusem, co doprowadziło do załamania się tamtejszego systemu ochrony zdrowia. W szpitalach brakuje łóżek dla zakażonych i tlenu do terapii chorych na COVID-19. Do Indii płynie obecnie pomoc medyczna z całego świata.

Jak pisze Reuters w wielu częściach Indii zwłoki zmarłych wrzuca się do Gangesu z powodu braku drewna.

Akhand Pratap, mieszkaniec stanu Uttar Pradesh mówi, że "ludzie zanurzają zwłoki w świętej rzece Ganges, ponieważ nie są w stanie zdobyć drewna niezbędnego do kremacji".

Za obecną falę epidemii w Indiach może być odpowiedzialny wariant koronawirusa B.1.617, który - według WHO - mógł dotrzeć już do co najmniej 44 państw świata. WHO klasyfikuje ten wariant jako "wariant alarmowy", który może być bardziej zakaźny niż pierwotny szczep i może doprowadzać do zakażenia osób zaszczepionych.

Tymczasem w wielu stanach Indii brakuje szczepionek na COVID-19 - zwłaszcza w stanie Maharasztra, gdzie znajduje się największy finansowy ośrodek w kraju, Bombaj i w stolicy Indii, Delhi.

Opozycja wzywa premiera Narendrę Modiego do wprowadzenia lockdownu w całym kraju. Rząd centralny nie chce jednak zdecydować się na taki krok ze względu na skutki gospodarcze takiej decyzji.