Jak informuje Onet, do zdarzenia doszło dziś rano w tramwaju linii 15 na ulicy Pomorskiej w Łodzi. Pasażerka w starszym wieku założyła maseczkę i oświadczyła pozostałym podróżującym, że może mieć koronawirusa.

- Dwóch innych pasażerów natychmiast poinformowało o tym motorniczego, który zawiadomił centralę ruchu. Po kontakcie z Centrum Zarządzania Kryzysowego zapadła decyzja o zatrzymaniu pasażerów do czasu przyjazdu służb sanitarno-epidemiologicznych - powiedziała w rozmowie z Onetem rzeczniczka łódzkiego MPK Agnieszka Magnuszewska. - Mimo zablokowania drzwi trzy osoby uciekły z tramwaju przez okna. Tramwaj pod eskortą policji zjechał na nieużywany odcinek torów, żeby nie blokować ruchu - dodała.

Ostatecznie okazało się, że kobieta była niedawno badana przez Sanepid i nie ma koronawirusa. - Zanim przyjechały służby, z Sanepidu przyszła informacja, że pasażerka była niedawno badana i nie stwierdzono u niej zarażenia koronawirusem. Mimo to pasażerowie chcieli poczekać na przyjazd przedstawicieli Sanepidu. Gdy zostali już przez nich osobiście poinformowani, że nie ma zagrożenia, opuścili pojazd - podkreśliła Magnuszewska. 

Tramwaj został odholowany do zajezdni oraz zdezynfekowany.

Z art. 224a kodeksu karnego wynika, że osoba, która wywołuje fałszywy alarm musi działać celowo i umyślnie. W związku z tym konsekwencje wobec kobiety nie zostaną najprawdopodobniej wyciągnięte, gdyż nic nie wskazuje, aby jej działanie było celowe.

- Gdy nie możemy wykazać zamiaru, że czyjeś zachowanie miało charakter umyślny to trudno mówić o wyciąganiu konsekwencji karnych wobec danej osoby - zaznaczył Marcin Fiedukowicz z łódzkiej policji.