Pierwszą od 1983 roku tajną sesję zwołał republikanin Roy Blunt, który chciał przekonać demokratów, że proponowane przez nich zmiany będą szkodliwe dla bezpieczeństwa kraju. – Miałem pewne informacje, które uważałem za pomocne w debacie, a które były na tyle tajne, że nie wszyscy członkowie izby mogliby je usłyszeć – wyjaśnił Blunt.
Debata dotyczy ustawy, która zdaniem demokratów była nadużywana przez administrację do monitorowania rozmów telefonicznych i e-maili obywateli Stanów Zjednoczonych.
Kością niezgody w nowym projekcie jest odpowiedzialność prywatnych firm za współpracę z agencjami wywiadowczymi. W amerykańskich sądach złożono już kilkadziesiąt pozwów przeciwko trzem koncernom telekomunikacyjnym. Zdaniem powodów złamały one prawo, pomagając administracji w monitorowaniu kontaktów obywateli z osobami podejrzanymi o związki z terrorystami. Demokraci w Izbie Reprezentantów chcą, by sądy mogły przyjmować takie sprawy. Zdaniem Białego Domu i wielu republikanów oznaczałoby to ryzyko wycieku tajnych informacji i zniechęciłoby sektor prywatny do współpracy.
Szef wywiadu Mike McConnell ostrzegł, że przyjęcie ustawy sparaliżowałoby pracę służb wywiadowczych. A prezydent George W. Bush stwierdził, że projekt jest „dobry dla prawników, ale nie dla bezpieczeństwa narodowego”.