U wybrzeży USA, głównie na południu kraju, przycumowanych jest około 100 statków wycieczkowych, wynika z danych Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób (CDC). Pasażerów tam już nie ma, bo zostali ewakuowani na ląd. Ale przebywa na nich prawie 80 000 członków załogi.
Wielu z nich odbywa kwarantannę, bo jest podejrzenie, że mogli się zakazić od chorych pasażerów, niektórzy już walczą z COVID-19.
Zgubny luksus
Niewielka część załóg pracuje, reszta znalazła się w zawieszeniu. Nie mogą wrócić do domów, bo wiele państw, z których pochodzą – od Indii po Amerykę Południową – z powodu pandemii zamknęło granice nawet dla swoich obywateli.
Operatorzy luksusowych wycieczkowców zawiesili rejsy w połowie marca. Decyzja ta znalazła dziesiątki statków w trasie, z dala od lądu. W wielu międzynarodowych portach odmówiono im cumowania, tylko kilka zostało wyładowanych w portach na Florydzie i w Kalifornii. Większość z załogą na pokładzie wróciła na ocean. Teraz tysiące pracowników, w strachu przed zakażeniem się od współpracowników, czeka na możliwość powrotu do domu. – Czasami w momentach globalnego kryzysu, takiego jak ten, ostrożność i strach biorą górę. Normalnie umożliwienie tym ludziom powrotu do domu byłoby wyrazem podstawowej ludzkiej przyzwoitości, ale teraz jest niewykonalne – powiedział Roger Frizzell, wiceprezes operatora Carnival.
– Pracujemy nad rozwiązaniem problemu. W międzyczasie dostarczamy chorym potrzebną opiekę medyczną – powiedział Scott Pauley, rzecznik CDC, agencji, która obwinia operatorów statków rejsowych o brak kontroli nad wirusem i zbytnie poleganie na pomocy federalnej i stanowej.
Zagrożona flota wojenna
COVID-19 w trudnej sytuacji postawił też amerykańskie okręty wojenne. Głośna w USA stała się sprawa lotniskowca USS „Theodore Roosevelt", który pływał po zachodniej części Oceanu Spokojnego w gotowości do ewentualnej interwencji np. w Korei Północnej czy w Chinach. W drugiej połowie marca, dwa tygodnie po opuszczeniu portu Da Nang w Wietnamie, u dwóch jego marynarzy wystąpiły objawy wirusa. Mając pod opieką 4800 ludzi załogi, kapitan Brett Crozier apelował, by zawiesić misję okrętu z powodu zagrożenia. „Nie jesteśmy w stanie wojny. Marynarze nie muszą umierać. Jeżeli nie zadziałamy szybko, to stracimy nasz największy skarb – naszych marynarzy" – napisał w kilkustronicowym apelu do dowództwa. List, który przedostał się do prasy, został odebrany jako podważenie autorytetu władz i Crozier został usunięty ze stanowiska. W Marynarce Wojennej wybuchł skandal. Jednak w obliczu rozprzestrzeniającego się wirusa lotniskowiec dostał pozwolenie zawieszenia misji i obecnie przechodzi kwarantannę na wyspie Guam, gdzie funkcjonuje amerykańska baza wojskowa oraz szpital. Do tej pory u prawie 700 marynarzy wykryto wirusa, a jeden zmarł. – Głównym celem jednak jest powrót okrętu na ocean, gdzie będzie mógł kontynuować swoją misję – powiedział sekretarz obrony Mark Esper, który nie wykluczył, że kapitan Crozier może zostać przywrócony do czynnej służby.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Kryzys, jaki zapanował na pokładzie USS „Theodore Roosevelt", rzucił światło na zagrożenia czyhające na marynarzy w czynnej służbie na dziesięciu innych lotniskowcach oraz okrętach podwodnych i nawodnych, gdzie warunki często nie pozwalają na utrzymywanie fizycznego dystansu. Na co najmniej czterech, w tym tych stacjonujących w San Diego w Kalifornii i Norfolk w Wirginii, stwierdzono obecność wirusa. – Statki i inne części Marynarki Wojennej są bardzo narażone. Te służby należą do najbardziej dotkniętych pandemią – stwierdził demokratyczny senator z Wirginii Tim Kaine.
Zbędne łóżka
Z wirusem borykają się też załogi okrętów medycznych wysłanych na pomoc cywilom w rejonach Nowego Jorku i Los Angeles. Władze Marynarki Wojennej usunęły w ubiegłym tygodniu ponad 100 osób z USNS Mercy przycumowanego u wybrzeży Los Angeles, po tym jak u siedmiu członków załogi wykryto wirusa. Okręt służy jednak głównie pacjentom, u których nie zdiagnozowano wirusa. Na pokład przyjmowani są np. rezydenci domów starców. Personel medyczny Mercy pomaga też w opiece nad rezydentami domów opieki znajdującymi się na lądzie. W placówkach tych w całym kraju wirus czyni największe spustoszenie. Media donoszą o zgonach nawet kilkudziesięciu podopiecznych.
Podobnie jak Mercy, USNS Comfort, który Pentagon wysłał na Wschodnie Wybrzeże, nie został w pełni wykorzystany. Oba statki, wysokie na dziesięć pięter, każdy z tysiącem łóżek, 12 salami operacyjnymi, bankiem krwi, laboratorium, apteką i zaawansowanym sprzętem diagnostycznym, zaliczane są do największych szpitalnych statków na świecie. Comfort, który dotarł do Nowego Jorku pod koniec marca, miał służyć tylko cierpiącym na inne schorzenia niż COVID-19, ale został przystosowany dla pacjentów z koronawirusem, na wypadek, gdyby nowojorskie szpitale nie radziły sobie z napływem chorych. – Okazało się, że nie potrzebowali tylu łóżek. To dobry znak – stwierdził prezydent Donald Trump.
Stan Nowy Jork nadal jest epicentrum COVID-19 nie tylko w USA, ale i na świecie.
