Na brzegiem jednej z leśnych rzeczek mieszkańcy zatrzymali nieduży poduszkowiec, którego pasażerowie wieźli trzy duże kanistry z benzyną. Według informacji zatrzymujących pasażerowie łodzi podpalali tajgę, a potem filmowali to z drona.
Do starcia doszło w tajdze 200 kilometrów na północ od Ust-Kutu. Ta 40-tysięczna miejscowość sama leży w leśnej głuszy, 500 km na północ od Irkucka i 260 km na wschód od Bracka.
W rezultacie szamotaniny zatrzymani zostali pobici. Wtedy okazało się, że jeden z nich jest wicestarostą miejscowego powiatu ust-kutskiego, kolejny – dyrektorem administracyjnym tamże, a podróżująca z nimi pani to rzeczniczka prasowa starosty. Oni sami twierdzili, że filmują lasy z drona w poszukiwaniu ognisk pożarów. Ale nie potrafili wyjaśnić, po co im tak duża ilość benzyny, drony zasilane są z baterii elektrycznych.
Od tygodnia władze centralne informują, że zwiększa się liczba pożarów w syberyjskiej tajdze. W Moskwie zaczęto podejrzewać, że lasy podpalają ludzie, którzy próbują zatrzeć ślady nielegalnego wyrębu drzewa.
Do tajgi na północ od Ust-Kutu natychmiast wyruszyli prokuratorzy i śledczy z Komitetu Śledczego. Wstępnie wszczęto postępowanie w sprawie nadużywania władzy. Ale od razu okazało się, że leśna historia ma drugie dno.
Na czele mieszkańców, którzy złapali urzędników stał również urzędnik – burmistrz Ust-Kutu. Nie jest jasne, co robił 200 kilometrów od swojej miejscowości, w środku tajgi. W każdym razie pobici przez niego urzędnicy z powiatu muszą być jego znajomymi. Miejscowi dziennikarze zaczęli podejrzewać, że bijatyka nad wodą może mieć podłoże partyjne. W starostwie rządzi LDPR – partia Żyrinowskiego, natomiast burmistrz jest z kremlowskiej „Jedinoj Rossiji”. Od jesiennych wyborów w starostwie trwa między nimi wojna polityczna.