Do rozpraszania demonstracji doszło w czasie, gdy prezydent Trump zapowiedział używanie siły, w celu zakończenia protestów, jakie trwają w USA od tygodnia. Protesty rozpoczęły się po tym, jak w Minneapolis czarnoskóry George Floyd zmarł w wyniku brutalnego potraktowania go przez policjantów, przez których został zatrzymany.

Protestujących w Parku Lafayette'a rozpraszali m.in. funkcjonariusze na koniach. Wszystko działo się w bezpośrednim sąsiedztwie Białego Domu.

W tym samym czasie w Białym Domu prezydent zapowiedział, że natychmiast zakończy trwające sześć dni protesty, którym towarzyszą akty przemocy i plądrowanie sklepów. Dodał, że użyje armii, jeśli gubernatorzy stanowi nie zdecydują się wezwać na pomoc Gwardii Narodowej.

- Burmistrze i gubernatorzy muszą zapewnić powszechną obecność sił utrzymania porządku, do czasu stłumienia przemocy. Jeśli miasto czy stan nie podejmie potrzebnych działań, w celu chronienia życia i własności mieszkańców, rozmieszczę amerykańską armię i problem zostanie szybko rozwiązany - zapowiedział Trump.

Po tym jak policja rozproszyła demonstrację pod Białym Domem, Trump opuścił siedzibę prezydenta i udał się do pobliskiego Kościoła episkopalnego Św. Jana, gdzie fotografował się z Biblią - relacjonuje Reuters. Trumpowi towarzyszyli urzędnicy z Białego Domu, w tym prokurator generalny William Barr.

Pod Białym Domem oprócz policji interweniowali funkcjonariusze żandarmerii wojskowej Gwardii Narodowej, Secret Service, a także funkcjonariusze Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego.

Trumpa - za użycie siły przeciwko pokojowym demonstrantom pod Białym Domem skrytykowała m.in. jego rywalka w wyborach prezydenckich z 2016 roku, była sekretarz stanu Hillary Clinton.

"To straszne użycie prezydenckich uprawnień przeciwko własnym obywatelom, które nie może mieć miejsca nigdzie" - napisała na Twitterze Clinton. "Głosujcie" - dodała nawiązując do zbliżających się wyborów prezydenckich.

Autopromocja
PRENUMERATA 2022

Znacznie więcej o biznesie, finansach oraz prawie

Zaprenumeruj