Na spotkaniu w Gabinecie Owalnym w ubiegły poniedziałek przeciwko rozmieszczeniu żołnierzy w stolicy opowiedzieli się sekretarz obrony, Mark Esper, stojący na czele Połączonego Kolegium Szefów Sztabów gen. Mark Milley i prokurator generalny William Barr - twierdzi rozmówca Reutersa.

W czasie spotkania miał toczyć się ostry spór między prezydentem a przedstawicielami jego administracji.

Biały Dom nie komentuje tych doniesień.

Ostatecznie w Waszyngtonie rozmieszczono żołnierzy Gwardii Narodowej. Trumpa usatysfakcjonowało skierowanie w pobliże Waszyngtonu i pozostawanie w gotowości żołnierzy 82. Dywizji Powietrzno-Desantowej.

Barr w rozmowie z CBS przyznał w niedzielę, że w pobliżu Waszyngtonu znalazła się "pewna liczba" żołnierzy żandarmerii.

- Byli w gotowości na wypadek, gdyby byli potrzebni - stwierdził.

Trump groził użyciem wojska po tym, jak protesty po śmierci w Minneapolis George'a Floyda, brutalnie potraktowanego przez policję, zaczęły się zaostrzać - w ich trakcie dochodziło m.in. do plądrowania sklepów.

Otwarcie o sprzeciwie wobec użycia wojska przez prezydenta mówił przed kilkoma dniami sekretarz obrony Mark Esper. Rozmówca Reutersa twierdzi, że Trump po konferencji prasowej, na której Esper o tym powiedział, miał krzyczeć na sekretarza obrony.