Towarzyszyć mu miał były szef pakistańskich specsłużb ISI.
– Jest w Afganistanie cały i zdrowy. Wróg takimi pogłoskami próbuje powstrzymać naszą ofensywę i wywołać zamieszanie w stosunkach pomiędzy mudżahedinami i pobożnymi muzułmanami. Ale nasz naród jest zbyt mądry, aby się dać nabrać na sztuczki i kłamstwa podstępnego wroga – powiedział rzecznik talibów Zabihulla Mudżahid.
Doniesienia na swój temat zdementował też były szef ISI.
– Jestem wraz z żoną w miejscowości Murree i nie mam z tym nic wspólnego. Nie wiem, czy Omar żyje czy nie. Myślę, że tak – powiedział Hamid Gul.
Omar był przywódcą ruchu talibów w Afganistanie i udzielał schronienia Osamie bin Ladenowi. Po obaleniu reżimu wraz z innymi przywódcami miał się ukryć w stolicy pakistańskiej prowincji Beludżystan, Kwecie. Dlatego starszyzna talibów została nazwana „szurą z Kwety". Afgańskie służby twierdzą, że w ostatnich dniach mułła zniknął.
– Od czterech lub pięciu dni nie ma go w jego kryjówce w Kwecie – poinformował Lutfullah Maszal, rzecznik afgańskiego Zarządu Bezpieczeństwa Narodowego (NDS).
Władze Pakistanu jako jedne z nielicznych uznawały reżim talibów. Zachód uważa, że wciąż mogą ich traktować jak sojusznika w walce o wpływy w Afganistanie. Islamabad zaprzeczał, ale kazał armii walczyć głównie z miejscowymi talibami, którzy przeprowadzali zamachy na terenie kraju.
Po zabiciu przez siły USA w Pakistanie Osamy bin Ladena tamtejsze władze mogą być jednak zmuszone ratować reputację i schwytać kogoś znaczącego. Dlatego mułła Omar mógł się wystraszyć.
– Władze są w trudnej sytuacji. Świat domaga się od nich konkretnych efektów wojny z terroryzmem. Ale muszą się też liczyć z opinią publiczną, która uważa, że fala zamachów w kraju została wywołana dopiero naszym zaangażowaniem w tę wojnę – mówi „Rz" profesor Zahid Anwar Khan z Uniwersytetu w Peszawarze.
Pakistańscy talibowie pokazali właśnie na co ich stać, atakując w niedzielę bazę wojskową w Karaczi. Sześciu napastników zabiło dziesięciu żołnierzy i zniszczyło dwa warte miliony dolarów samoloty. Armia dopiero po 16 godzinach walk opanowała sytuację.