W mieście tym, leżącym w prowincji Kuangsi, festiwal ten jest starodawną tradycją z okazji przesilenia letniego. Mieszkańcy tego regionu pielęgnują wielesetletnią tradycję spożywania w tym dniu duszonego psiego mięsa, serwowanego z liczi i wysokoprocentowym ryżowym alkoholem.
Obrońcy praw zwierząt twierdzą jednak, że podczas festiwalu morduje się około 10 tysięcy psów, wiele z nich jest traktowanych prądem, żywcem obdzieranych ze skóry lub giną, niedobite, dopiero w garnkach. Na miejsce transportowane są po kilkanaście w klatkach, ściśnięte w makabrycznych warunkach.
- Widzieliśmy zwierzęta zabijane tuż przed ugotowaniem - powiedział Du Yufeng, założyciel chińskiej organizacji obrony praw zwierząt. - Im więcej jest kontroli, tym więcej wykrywamy okrucieństwa.
W ciągu ostatnich kilku lat działacze próbowali zablokować festiwal, apelując między innymi do rządów Chin i Stanów Zjednoczonych. Wielu użytkowników portali społecznościowych zbiera podpisy pod petycjami, aby - jeśli już nie można zakazać Chińczykom zjadania psów, co jest w tym kraju wielowiekową tradycją - choć wymusić humanitarne ich traktowanie.
Nacisk internautów wywarł tylko taki efekt, że chiński rząd wysłał w tym roku na festiwal zespół, który ma kontrolować przypadki okrucieństwa wobec zwierząt.
- Myślę, że może ta kontrola zmniejszy nieco liczbę tych przypadków, ale to będzie bardzo powierzchowny efekt - mówi Du Yufeng.
Mieszkańcy Yulin, dla których przygotowywany przez nich festiwal jest długo oczekiwanym świętem, nie są zadowoleni z wrzawy wokół niego.
- To niesprawiedliwe, nazywać nas brutalnymi tylko dlatego, że jemy psie mięso - mówią. - Niech ci, którzy nazywają nas dzikimi i okrutnymi niech sami lepiej przestaną jeść mięso - argumentują.
Dotychczas dwukrotnie obrońcom praw zwierząt udało się zablokować podobne festiwale. W 2011 roku protesty spowodowały odwołanie takich imprez w Korei Południowej i w chińskiej prowincji Zhejiang.
Festiwal psiego mięsa w Yulin (Uwaga! Film zawiera sceny drastyczne!)
