Stosunki amerykańsko-niemieckie nie są w najlepszej fazie. Afera podsłuchowa, która je nadszarpnęła, jeszcze nie ostygła.

Amerykańska agencja NSA podsłuchiwała nawet telefon Angeli Merkel, co oburzona kanclerz skomentowała "Szpiegowanie przyjaciół nie uchodzi".

Zobacz więcej zdjęć

Wszyscy wszystkich podsłuchują?

Pod koniec lata okazało się jednak, że i Niemcy podsłuchali swoich sojuszników, w tym Amerykanów. Wywiad BND miał między innymi przechwycić treść rozmowy dzisiejszego gościa Johna Kerry'ego dotyczącą jego podróży na Bliski Wschód.

Skoro wszyscy się podsłuchują nawzajem, to jest szansa, że sprawa ta nie będzie już obciążała relacji między USA i Niemcami. Na dodatek nie jest jasne, czy BND nie współpracowało z amerykańskimi służbami. Agencja DPA przypomniała przy okazji, że za służby specjalne odpowiadał niegdyś w urzędzie kanclerskim Frank-Walter Steinmeier, obecny minister spraw zagranicznych, przyjmujący ważnego gościa z Waszyngtonu.

Na razie nie wiadomo, czy Kerry i Steinmeier oburzali się nawzajem za podsłuchiwanie. Na razie agencje podawały wypowiedzi amerykańskiego sekretarza stanu o Iranie. Widać, że program atomowy ajatollahów i ewentualna współpraca z Teheranem w zwalczaniu samozwańczego Państwa Islamskiego, to są tematy bardziej na czasie. Także Ukraina, o której też ma być mowa.

Syn dyplomaty

To trzecia wizyta Kerry'ego w Niemczech od czasu wybuchu afery podsłuchowej, czyli przez niewiele ponad rok.

Ma dodatkowy cel - historyczny. Związany ze zbliżającą się 25. rocznicą obalenia muru berlińskiego, ważną dla polityki historycznej Niemiec. Sekretarz stanu USA nie pojawił się dokładnie w rocznicę, 9 listopada, ale podkreślił jej znaczenie - złożył wieniec pod Gedenkstätte Berliner Mauer (Miejscem Pamięci Muru) przy Bernauerstrasse.

Dla Johna Kerry'ego Berlin z czasów zimnej wojny to nie jest czysta abstrakcja. Jako nastolatek (w latach 1954-1956) mieszkał bowiem w ówczesnym Berlinie Zachodnim. Jego ojciec, Richard J. Kerry, był dyplomatą. W połowie lat 50. pracował w amerykańskiej placówce w Berlinie Zachodnim, tak zwanym wysokim komisariacie. Mieściła się w willowej dzielnicy Dahlem. Teraz w tym gmachu jest konsulat generalny USA.

Amerykańskie dziecko patrzy na NRD

Kerry zapewniał w zeszłym roku, jak pisał stołeczny dziennik "Berliner Morgenpost, że ma "niezapomniane wspomnienia" z Berlina. "Jako dziecko byłem zafascynowany żołnierzami brytyjskimi, francuskimi i amerykańskimi, którzy pilnowali swoich stref w mieście" (muru berlińskiego jeszcze wówczas nie było, władze NRD wzniosłby go w 1961 roku).

Pewnego dnia jeżdżąc na rowerze młody Kerry trafił do strefy radzieckiej. "Chciałem zobaczyć, jak wygląda socjalizm" - powiedział. Ojcu się to nie spodobało, ukarał go na jakiś czas zakazem opuszczania domu. Innym razem, gdy cała rodzina pływała żaglówką po Haweli, wiatr rzucił ich na brzeg kontrolowanych przez Sowietów.

Kerry wspominał też trudne wieczory, gdy matka denerwowała się, że ojciec nie wraca na czas z pracy. Ostatecznie rodzice zdecydowali o wysłaniu syna do szkoły z internatem w Szwajcarii. Stamtąd dojeżdżał czasem do Berlina Zachodniego. Podróż odbywał najpierw do Frankfurtu nad Menem, z którego wyruszał pociąg wojskowy - przez teren NRD jechał z zasłoniętymi oknami. W połowie lat 50. dzisiejszy szef dyplomacji amerykańskiej nieźle opanował język niemiecki. Nie da się jednak tego porównać do znajomości języka francuskiego. Po francusku mówi płynnie. We Francji bywał wielokrotnie, spędzał tam w młodości wakacje.