W wywiadzie dla CBS News Baszar el Asad nawiązał pośrednio do niedawnej wypowiedzi amerykańskiego sekretarza stanu Johna Kerry'ego, który powiedział, że „ w końcu trzeba będzie zacząć negocjacje". Jednak Waszyngton nie taił nigdy, że jakiekolwiek porozumienie w sprawie Syrii jest możliwe, ale bez Asada. Nie oznacza to także, że USA nie zamierzają z nim negocjować.
Dwa lata temu Kerry udał się do Moskwy aby omówić warunki międzynarodowych negocjacji z Damaszkiem. Dwie rundy rozmów w Szwajcarii nie dały następnie żadnych rezultatów . W ocenie USA prezydent Asad nie wykazał żadnej gotowości do ustępstw . Polegać miały na ustanowieniu w Syrii rządu tymczasowego, po wcześniejszej dymisji prezydenta. Wspierany militarnie przez Teheran Asad liczył wtedy z kolei ,że USA zmienią swe stanowisko i nie będą domagać się jego głowy.
Wojna domowa w Syrii trwa już pięć lat. Pochłonęła w sumie 220 tys. ofiar śmiertelnych . Milion osób zostało rannych a prawie cztery miliony wyemigrowało z kraju. Asad rządzi obecnie na części terytorium Syrii. Wschodnie obszary zostały opanowane przez dżihadystów Państwa Islamskiego. Całe połacie kraju kontrolują bojownicy wielu ugrupowań walczący z siłami prezydenta. Jego armia kontroluje jednak najważniejsze miasta. Taka sytuacja nie może trwać wiecznie.Prezydent szuka więc rozwiązania proponując USA negocjacje.
Nie ma przyszłości dla Asada w Syrii - napisała kilka dni wcześniej na Twitterze Marie Harf, zastępca rzecznika Departamentu Stanu. Sam Kerry w niedawnym wywiadzie telewizyjnym wyraził nadzieję, że " nasi sojusznicy USA oraz inni " wywrą nacisk na Damaszek. Ci inni, to zapewne Rosja, która wspiera Asada od samego początku wojny domowej. Na to jednak się nie zanosi.
Sam Asad w piątkowym wywiadzie dla "Rossijskiej Gaziety" nie pozostawił wątpliwości,że nadal liczy na Moskwę. Jego zdaniem istnieje prosty związek pomiędzy „kryzysem w Syrii i tym co dzieje się na Ukrainie". " Po pierwsze dlatego, że oba kraje są ważne da Rosji, po drugie dlatego, że celem w obu przypadkach jest osłabienie Rosji i utworzenie państw marionetkowych" - udowadniał prezydent.