Kilka tysięcy osób koczuje na zmiany w centrum stolicy Erewaniu. „Upał 40 stopni, siedzimy na jezdni" - pisze jeden z uczestników demonstracji na Facebooku.
Nie wiadomo kto jest organizatorem protestu, prawdopodobnie zwołany został spontanicznie w sieciach społecznościowych. Dotychczas manifestanci nie mają przywódców, sama manifestacja pstrzy się od różnorodnych plakatów i haseł. Głównym jest „Dość grabieży", ale też „Koniec z korupcją".
Demonstracje zaczęły się dwa dni po ogłoszeniu podwyżki cen energii elektrycznej o średnio o 20 proc. Protestujący odrzucili w środę propozycję zmniejszenia podwyżki dla najbiedniejszych rodzin – domagają się jej całkowitego anulowania.
Nie chcieli również pójść do pobliskiego pałacu prezydenta na rozmowy. Początkowo tłum nie chciał wybierać spomiędzy siebie delegacji, później zażądano bezpośredniej transmisji telewizyjnej ze spotkania z Sargsjanem, a w końcu zwyciężyło przekonanie że nie ma o czym rozmawiać – podwyżka ma po prostu zostać anulowana.
Wśród protestujących narasta niechęć wobec rosyjskich mediów, które od tygodnia twierdzą, że manifestacja została zorganizowana przez amerykańską ambasadę w Erewaniu. Z tego powodu w czwartek wieczór przegoniono z rejonu demonstracji ekipy rosyjskiej telewizji (przede wszystkim „Life News").
W Armenii monopolistami energetycznymi są dwie rosyjskie firmy: Gazprom i RAO JES, rządząc nią poprzez swoje miejscowe spółki. Ta druga dominuje na rynku energii elektrycznej i to jej decyzja o podwyżce cen doprowadziła do protestów. Mimo to erewańska demonstracja nie podnosi antyrosyjskich haseł.
Początkowo protesty objęły tylko Erewań i drugie co do wielkości mieście kraju Giumri. Obecnie objęły już cztery kolejne miasta.
Po ataku policji 23 czerwca na manifestantów w Erewaniu panuje spokój. Manifestanci siedzą na ulicy, od policji oddzielają ich dwa rzędy dużych śmietników, pełniących rolę barykady.
Kordony policji z kolei otaczają rządową dzielnicę, gdzie znajduje się m.in. rezydencja prezydenta i siedziba parlamentu. Po wtorkowym ataku policji między nią a demonstrantami stanął jeszcze jeden kordon z deputowanych parlamentu, m.in. z partii rządzącej (choć tych przyjęto gwizdami).
Korzystając z pokojowej postawy policji manifestanci codziennie rano zamiatają ulicę którą okupują i cały czas proponują policjantom mecz piłki nożnej.