W poniedziałek Polska i Węgry ogłosiły blokowanie budżetu UE i funduszu odbudowy w związku z zaakceptowaniem przez większość krajów UE rozporządzenia uzależniającego wypłatę środków unijnych od przestrzegania zasad praworządności.

- Pozycja Polski i Węgier jest taka, że jest to naruszenie Traktatów. Dlatego, że w traktatach unijnych mamy słynny artykuł 7, który jest procedurą sankcyjną w przypadku, gdyby dochodziło do naruszeń europejskich wartości naruszanych w artykule drugim, ale on się kończy jednomyślnością, która w praktyce uniemożliwia zastosowanie jakichkolwiek sankcji. Polska i Węgry mówią: takie są traktaty, nie zmieniajmy ich tylnymi drzwiami. Jeśli chcemy zmieniać traktaty - otwórzmy je - mówiła Małgorzata Bonikowska.

Tymczasem duża część opinii politycznej w UE uważa, że właśnie dlatego, iż artykuł 7 jest bezzębny i klauzula warunkowości ma służyć temu, by mieć jakieś narzędzia dyscyplinowania kraju członkowskiego.

- Myślę, że Polska i Węgry są gotowe do podpisania tego budżetu, niewyobrażalne byłoby funkcjonowanie w oparciu o prowizorium budżetowe - oceniła ekspert.

Bonikowska dodała, że prowizorium nie pozwoli na realizowanie wieloletnich projektów UE - w związku z tym nie jest prawdą, że Polska nie straci na funkcjonowaniu UE bez przyjętego budżetu. - Budżet tymczasowy zakłada wpłaty co miesiąc, ale to działanie ad hoc. Realizujemy bieżące rzeczy, nie uruchamiany nowych wyzwań. To jest taka kroplówka - tłumaczyła. - Zarządzanie finansami jest wtedy niewyobrażalne - dodała.

- Polski rząd o tym doskonale wie. Myślę, że strategia po polskiej stronie polega na tym, aby zablokować możliwość rozporządzenia, które przewiduje głosowanie. Negocjacje nie będą dotyczyły samej klauzuli warunkowości, tylko tego, aby tam nie było mechanizmu głosowania większością kwalifikowaną - oceniła Bonikowska.

- Polska i Węgry mają ogromny interes w tym, by budżet siedmioletni UE został uchwalony - dodała.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ