Gafa Ricka Perry'ego może pozbawiła go szans na prezydenturę. Historia zna wiele podobnych przypadków.

Gubernator Teksasu – jeden z faworytów zażartej walki o republikańską nominację – od kilku miesięcy nie najlepiej wypada w debatach telewizyjnych. Konserwatystom szczególnie to jednak nie przeszkadzało, ponieważ Ricka Perry'ego cenią bardziej za to, że potrafił stworzyć w swoim stanie mnóstwo nowych miejsc pracy, a nie za jego retoryczne umiejętności.

W środowy wieczór Perry skompromitował się jednak tak bardzo, że zdaniem części komentatorów może nie zdołać się już podnieść. Wpadł, kiedy próbował przekonać telewidzów, że najlepiej ze wszystkich kandydatów wie, jak walczyć z deficytem budżetowym. – Jeśli zostanę prezydentem, zamknę trzy agencje rządowe: handlu, edukacji... – mówił Perry, pokazując na palcach kolejne ministerstwa przeznaczone do likwidacji. Gdy przyszła kolej na trzecie ministerstwo, Perry nie mógł sobie przypomnieć jego nazwy. – Które jest to trzecie? – zastanawiał się głośno, a na sali wybuchły salwy śmiechu.

– EPA (Agencja Ochrony Środowiska) – podpowiedział mu Mitt Romney. – Tak, EPA! – ucieszył się Perry. Ale zapytany przez dziennikarza, czy rzeczywiście chodzi mu o tę agencję, zaprzeczył. – Nie, nie EPA. Pozbyć się resortu edukacji, handlu i... zastanówmy się... nie mogę sobie przypomnieć. Przepraszam. Ups! – przyznał Perry, wywołując znów śmiech na sali. Dopiero po czasie przypomniał sobie, że chodziło mu o Departament Energii.

– Sądzę, że Perry może nieco odrobić straty, ale nie odzyska już pozycji faworyta. Dla wielu ludzi był to bowiem sygnał, że nie jest on gotowy, by zostać prezydentem USA – mówi „Rz" Dewey Clayton, profesor z Uniwersytetu Louisville, i podkreśla, że w czasach YouTube'a wpadkę Perry'ego obejrzy o wiele więcej osób niż samą debatę.

– Jego gafa zapisze się w historii debat prezydenckich, a ich badacze będą do niej wracali, tak jak dziś analizują debatę Kennedy'ego z Nixonem, zwracając uwagę na to, jak świetnie Kennedy był do niej przygotowany – dodaje Clayton.

W 1960 roku młody senator John Kennedy nieoczekiwanie wygrał telewizyjny pojedynek z wiceprezydentem Richardem Nixonem, bo... po prostu lepiej od niego wyglądał. Ten ostatni – wcześniej zdecydowany faworyt sondaży – nie dość, że pojawił się w studiu w szarym garniturze, który zlewał się z szarym tłem, to jeszcze strasznie się pocił.

Z kolei Gerald Ford zdumiał widzów, gdy podczas debaty z Jimmym Carterem w 1976 roku stwierdził: „Nie ma żadnej sowieckiej dominacji w Europie Wschodniej i za administracji Forda nigdy jej nie będzie". I tak przegrał walkę o Biały Dom.

W 1992 roku prezydent George Bush został przyłapany przez oko kamery, jak podczas pytania o recesję nerwowo zerknął na zegarek, po czym nie potrafił zrozumieć problemów zwykłych Amerykanów. Jego oponent Bill Clinton okazał wówczas empatię i... wygrał wybory.

Autopromocja
30 listopada, godz. 12.00

Kto zdobędzie Zielone Orły "Rzeczpospolitej"?

Sprawdź szczegóły

Ale Rick Perry się nie poddaje. Wystąpił nawet w programie satyrycznym, w którym wygłosił „10 najlepszych wymówek". Przekonywał m. in., że działający pięć godzin napój energetyczny wypił sześć godzin przed debatą i że nie mógł się skoncentrować, gdy uśmiechał się do niego taki przystojniak jak Mitt Romney.

– Na tym błędzie zyskają Mitt Romney, Newt Gingrich i Herman Cain. Cainowi mogą jednak zaszkodzić oskarżenia o molestowanie seksualnie – zauważa profesor Clayton.