– Wracacie jako zwycięzcy do swoich rodzinnych gniazd, rodziców, żon, dzieci, przyjaciół. Szerokiej drogi – mówił Putin w rosyjskiej bazie lotniczej w Hmeimim w Syrii.

W czasie swojej pierwszej wizyty w tym kraju nie odwiedził stolicy. Byłoby to zbyt niebezpieczne, gdyż w pobliżu obu damasceńskich lotnisk (cywilnego i wojskowego) znajdują się tereny kontrolowane przez oddziały opozycji. Dlatego lądowiska nie są używane od kilku lat. Poprzednio w Syrii był w maju 2010 roku ówczesny prezydent Dmitrij Miedwiediew, ale wizyta miała miejsce jeszcze przed wybuchem powstania przeciw prezydentowi Baszarowi Asadowi. Do bazy w Hmeimim przyleciał za to Asad, który trwającej dwa lata moskiewskiej interwencji zawdzięcza utrzymanie władzy.

Od ubiegłego tygodnia rosyjscy generałowie chwalą się stratami, jakie zadali przeciwnikowi. Według nich w walkach zginęło ok. 32 tys. rebeliantów. Źródła zachodnie podają dane czterokrotnie mniejsze, podkreślając, że około połowy zabitych należało do oddziałów demokratycznej opozycji syryjskiej, a nie dżihadystów z ISIS, którzy podobno byli głównym celem rosyjskich ataków. W rosyjskich atakach zginęło też wielu cywilów, szczególnie w czasie oblężenia Aleppo, ale nie są znane szczegółowe dane.

W ciągu dwóch lat 4,3 tys. rosyjskich żołnierzy w walce z przeciwnikiem praktycznie pozbawionym broni przeciwlotniczej straciło m.in. sześć samolotów (trzy z nich zostały zniszczone na skutek awarii i katastrof). Poza lotnictwem Rosjanie używali oddziałów specjalnych oraz nieznanej liczby najemników z firm CzWK Wagner (znanej z Ukrainy) i Turan (nowej, rekrutującej podobno muzułmanów z terenu całego byłego ZSRR). Oficjalnie rosyjska armia straciła tylko 45 żołnierzy, syryjska opozycja mówi o 131 osobach (w tym 81 najemnikach). W maju 2015 roku Putin podpisał dekret, w którym objął wojskową tajemnicą „straty armii w czasie pokoju w operacjach specjalnych".

Obecnie eksperci przypomnieli, że prezydent już dwukrotnie zapowiadał wycofanie z Syrii: w marcu i maju bieżącego roku. – Dla Putina ważne było złożenie oświadczenia o wycofaniu z Syrii na początku kampanii wyborczej – uważa ekspert ds. Bliskiego Wschodu Aleksandr Szmilin.

– Ogłoszenie częściowego wycofania nie oznacza zakończenia rosyjskiej obecności wojskowej ani politycznego zaangażowania w regionie – przestrzegł od razu moskiewski analityk Dmitrij Trienin. – To tylko oficjalne uznanie, że wojna została zakończona – sądzi senator Wiktor Bondariew.

Natychmiast zaczęto spekulować, jakie oddziały i jaki sprzęt pozostaną na miejscu. Obie rosyjskie bazy (morska w Tartus i lotnicza w Hmeimim) na pewno będą utrzymane. Według członków rosyjskiego senatu nie zostanie wycofane lotnictwo i broń przeciwlotnicza, do domu wrócą zaś m.in. żandarmi wojskowi.

– [Dzięki bazom w Syrii] kontrolujemy cały Bliski Wschód. Blokujemy też zagrożenia, które mogą być dla nas aktualne na południowej flance NATO. To bardzo wygodna kombinacja – sądzi rosyjski analityk wojskowy Igor Korotczenko. Rosjanie tak rozbudowali lotnisko w Hmeimim, że mogą tam lądować m.in. bombowce strategiczne.