Od stycznia prezydent Francji Emmanuel Macron odrzucał sugestie naukowców i niektórych przedstawicieli swojej administracji, którzy apelowali o wprowadzenie lockdownu. Macron podkreślał, że zrobi co w jego mocy, by nie zamrażać gospodarki kraju odczuwającego już gospodarcze skutki kryzysu związanego z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2.

Teraz jednak, jak mówi premier Francji Jean Castex, kraj doświadcza trzeciej fali epidemii, a tzw. brytyjski wariant koronawirusa (B.1.1.7) jest odpowiedzialny za ok. 75 proc. nowych zakażeń.

Oddziały intensywnej terapii we francuskich szpitalach osiągają granice swoich możliwości - dotyczy to szczególnie Paryża, gdzie liczba zakażeń przekroczyła 400 na 100 tysięcy mieszkańców.

- Sytuacja epidemiczna się pogarsza. Jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby nie wyrwała się spod kontroli - podkreślił Castex.

We Francji w czwartek wykryto ok. 35 tys. nowych zakażeń. Liczba chorych na COVID-19 na oddziałach intensywnej terapii jest większa niż w szczycie jesiennej fali epidemii.

W związku z tym o północy w piątek w 16 najciężej dotkniętych epidemią departamentach Francji rozpocznie się miesięczny lockdown.

W Paryżu i innych objętych lockdownem regionach zamknięte zostaną salony fryzjerskie, sklepy z odzieżą i sklepy z meblami. Otwarte pozostaną sklepy spożywcze, drogerie i księgarnie.

Szkoły pozostaną otwarte. Mieszkańcy objętych lockdownem regionów mogą oddalać się od domów maksymalnie na 10 km.

- Wychodźcie, ale nie imprezujcie z przyjaciółmi - podkreślił Castex.

W całej Francji nadal obowiązywać będzie godzina policyjna.

Castex stwierdził jednocześnie, że decyzja, by nie zamrażać gospodarki w styczniu była słuszna. - Mielibyśmy trzymiesięczny lockdown, który byłby nie do zniesienia - podkreślił.