64-letni Oliver Ivanović dostał kilka kul z przejeżdżającego samochodu. Zmarł po przewiezieniu do szpitala.

Policja znalazła jedynie spalony samochód zamachowca (lub zamachowców). Nikt nie wziął odpowiedzialności za zamach. Na wieść o śmierci polityka prezydent sąsiedniej Serbii zwołał radę bezpieczeństwa.

Przedstawiciel Serbii w Kosowie Marko Djurić nazwał zamach „aktem terroru, którym musi zostać ukarany". Choć sam jeszcze pod koniec ubiegłego roku nazywał zabitego „zdrajcą" i „główną przeszkodą w jedności Serbów".

Ivanović był działaczem w tzw. północnym Kosowie, zamieszkanym przez Serbów. Tereny te znajdują się w Kosowie (którego niepodległości nie uznaje Serbia), a jednocześnie miejscowi Serbowie nie chcą uznać zwierzchności nowo powstałego państwa zdominowanego przez Albańczyków. Ci ostatni nie zapuszczają się jednak na serbskie tereny, bo się boją. Faktycznie rządzą tam uzbrojone bojówki i gangi związane z radykalnymi partiami serbskimi. Niektóre z nich utrzymują kontakty z rosyjskimi organizacjami paramilitarnymi.

W rezultacie północ Kosowa zamieszkana przez mniej więcej 70 tysięcy osób jest czymś w rodzaju szarej strefy między Serbią i Kosowem. – Istnieje jednak normalna granica między północnym Kosowem a Serbią, a nie ma granicy między nim a resztą Kosowa – mówi „Rzeczpospolitej" ekspert z OSW Marta Szpala.

Zamordowany reprezentował interesy miejscowej społeczności serbskiej, jednak utracił znaczną część swych wpływów politycznych po aresztowaniu w 2014 r. Unijni sędziowie z Trybunału w Kosowie oskarżyli go o popełnienie zbrodni wojennych w czasie walk serbsko-albańskich w 1999 roku. Sąd apelacyjny nakazał ponowny proces i zezwolił Ivanoviciowi odpowiadać z wolnej stopy. Jednak polityk nie tylko stracił na popularności wśród miejscowych Serbów, ale oskarżenie o zamordowanie czworga Albańczyków mogło go skompromitować w oczach Prisztiny. Jednocześnie był jednak zwalczany przez Belgrad, a szczególnie zajadle przez media związane z prezydentem Aleksandrem Vučiciem.

Ivanović był bowiem umiarkowanym politykiem. Próbował doprowadzić do rozwiązywania problemów własnej społeczności, która stała się zakładnikiem politycznych ambicji serbskiej elity politycznej. Belgrad cały czas usiłuje wykorzystać miejscowych Serbów jako środek nacisku na Kosowo (którego nie uznaje) oraz UE, która od 2008 r. próbuje pośredniczyć w rozmowach obu stolic.

We wtorek w Brukseli miała się właśnie rozpocząć ich kolejna runda. Eksperci mieli nadzieję, że „ruszą z nowym impetem", tym bardziej że UE wyznaczyła sobie jako cel doprowadzenie do 2019 roku do podpisania umowy Serbii i Kosowa, która unormuje ich stosunki. Tymczasem na wieść o zabiciu Ivanovicia serbska delegacja zawróciła spod drzwi prowadzących na salę, gdzie miały odbywać się negocjacje.

Autopromocja
30 listopada, godz. 12.00

Kto zdobędzie Zielone Orły "Rzeczpospolitej"?

Sprawdź szczegóły

– Teraz sytuacja na miejscu szybko może zostać zdestabilizowana – przestrzegł sprawozdawca Parlamentu Europejskiego ds. Kosowa Igor Soltes.