Blisko dwa miesiące temu, 4 lutego, ten sam model wskazywał, że do czerwca 2021 roku w Polsce umrze 48 877 osób chorych na COVID-19.

Przy korygowaniu modelu badacze biorą m.in. pod uwagę obostrzenia wprowadzane w poszczególnych krajach czy bieżącą wydajność systemu ochrony zdrowia.

W rozmowie z "Rzeczpospolitą" o długoterminowych modelach rozwoju epidemii, takich jak ten opracowany przez IMHE, sceptycznie wypowiadał się jesienią 2020 roku minister zdrowia Adam Niedzielski. Minister mówił, że dane przedstawiane przez takie modele przypominają wróżenie z fusów.

Na model IMHE w przeszłości powoływała się m.in. administracja Donalda Trumpa.

Z obecnej prognozy wynika, że przy najgorszym scenariuszu w Polsce do końca czerwca 2021 roku mogłoby umrzeć nawet ok. 82,4 tys. osób chorych na COVID-19. W przypadku powszechnego stosowania masek liczba zgonów do 1 lipca wyniosłaby 74,4 tys. Dobowa liczba zgonów ma spaść 1 lipca do ok. 30, choć w najgorszym scenariuszu może wynieść 118.

Jeśli chodzi o dobową liczbę zakażeń (zarówno tych wykrywanych testami, jak i tych niewykrytych), to - według modelu IMHE - minęliśmy już szczyt - 22 marca liczba rzeczywistych zakażeń w Polsce miała wynosić ok. 54,8 tys. Obecnie ma wynosić 52-53 tysiące na dobę.

30 czerwca - przy obecnym scenariuszu - liczba ta ma spaść do ok. 1,7 tysiąca, choć najgorszy możliwy scenariusz przewiduje, że będzie ona wówczas wynosić ok. 12,2 tys.