We wtorek trzyosobowa ława przysięgłych uznała byłego pracownika restauracji za winnego „dążenia do secesji" i „wyrządzania wielkiej szkody społeczeństwu". Grozi za to najwyższa, poza śmiercią, kara. Wyrok ma zapaść w czwartek.

Sprawa jest precedensowa. Ying-kit jest pierwszą osobą sądzoną na podstawie ustawy o bezpieczeństwie Hongkongu, którą uchwalono 30 czerwca ubiegłego roku.

Dzień później Ying-kit brał udział w manifestacji. Wjechał motocyklem w grupę policjantów, raniąc trzech z nich. Niósł też czarną flagę z napisem: „Wyzwolenie dla Hongkongu. Rewolucja naszych czasów". To powszechnie używany przez protestujących slogan.

Jednak ława przysięgłych uznała, że jest to apel o oderwanie dawnej brytyjskiej kolonii od Chin i nawoływanie do przemocy. Na podstawie nowej ustawy zatrzymano już 138 osób, a 76 przedstawiono zarzuty. Sam Ying-kit przez rok przebywał w areszcie: władze nie zgodziły się na jego wypuszczenie za kaucją.

Liu Guangyuan, do kwietnia ambasador ChRL w Warszawie, a teraz specjalny wysłannik chińskiego MSZ w Hongkongu, uważa, że „wprowadzenie ustawy było konieczne, aby powstrzymać interwencję obcych państw" na tym terytorium.

Z kolei Carrie Lam, szefowa administracji Hongkongu, uważa, że nowe regulacje są niezbędne, aby „zapewnić stabilność i rozwój" dawnej brytyjskiej kolonii.

Londyn przekazał w 1997 r. terytorium Chinom, ale pod warunkiem, że jego autonomia i system prawny zostaną utrzymane przez kolejne 50 lat. Nowa ustawa de facto przekreśla to zobowiązania, likwiduje resztki państwa prawa i demokracji.