W jednorodzinnym domku w Olpe mieszkało małżeństwo z trojgiem dzieci w wieku od 18 do 24 lat. On (49 lat) jest elektrotechnikiem, ona (44 lata) – gospodynią domową. Przez lata uważani byli za spokojną rodzinę. Do Olpe sprowadzili się w 1984 roku.
W sobotę dzieci zeszły do piwnicy. W zamrażarce szukały pizzy. Jednak zamiast niej znalazły trzy worki z zamrożonymi ciałami niemowląt. W niedzielę, gdy rodzice wrócili do domu, poprosiły ich o wyjaśnienia. Nieco później matka w towarzystwie męża i córki zgłosiła się na policję i przyznała się do zamordowania trzech noworodków. W ten sposób na światło dzienne wyszła kolejna zbrodnia dzieciobójstwa w Niemczech.
– Wychodzimy z założenia, że noworodki zostały pozbawione życia pod koniec lat 80. ubiegłego wieku – tłumaczył wczoraj Herbert Fingerhut z policji kryminalnej. Wskazuje na to gazeta, którą znaleziono przy jednym z ciał. Jest to wydanie lokalnego dziennika z grudnia 1988 roku.
Matka niemowląt nie była w stanie udzielić żadnych szczegółowych informacji. Jest pod opieką lekarzy. – Mówiła jedynie, że bardzo żałuje swych czynów – mówił rzecznik policji. Nie wiadomo, jaką rolę w zbrodni odegrał ojciec. Ciała noworodków zostaną poddane szczegółowym badaniom i dopiero na ich podstawie prokuratura podejmie decyzję dotyczącą aktu oskarżenia. Jeżeli okaże się, że do przestępstw doszło ponad 20 lat temu, sprawcy mogą uniknąć kary z powodu przedawnienia.
O przypadkach dzieciobójstwa w Niemczech jest w ostatnim czasie bardzo głośno. Tylko w czasie ostatniego weekendu przy drodze w Saksonii znaleziono martwego noworodka, a w Poczdamie 36-letnia matka wyskoczyła z okna wieżowca z trzyletnią córeczką na ręku. Nieco wcześniej w Berlinie ciało niemowlaka odkryto w porzuconym plecaku.
Wszyscy pamiętają też przypadek Sabine H. z Frankfurtu nad Odrą, która zamordowała dziewięcioro swych nowo narodzonych dzieci i pogrzebała je w donicach na balkonach swych mieszkań. Niedawno została skazana na 15 lat więzienia.
W Darry w Szlezwiku-Holsztynie policja odkryła w grudniu ubiegłego roku ciała pięciorga małych dzieci zamordowanych przez niezrównoważoną psychicznie matkę. Takich przypadków jest o wiele więcej.
Co się dzieje z niemieckim społeczeństwem? – Niemcy nie są wyjątkiem. Takie rzeczy dzieją się na całym świecie. Statystycznie rzecz biorąc, w Niemczech spada liczba przypadków dzieciobójstwa – wyjaśnia „Rz” prof. Christian Pfeiffer z Dolnosaksońskiego Instytutu Kryminologii.
W 2000 roku z rąk rodziców zginęło 293 dzieci, a sześć lat później 202. Zdumiewającym fenomenem jest jednak wzrost tego rodzaju przestępstw we wschodnich landach. Z badań prof. Pfeiffera wynika, że na obszarze byłej NRD wskaźnik dzieciobójstwa jest trzy i pół razy wyższy niż w starej RFN. – Dzieciobójstwo jest na wschodzie elementem planowania rodziny i reliktem z czasów NRD – uważa Wolfgang Böhmer, premier Saksonii–Anhalt. W czasach NRD pracował jako ginekolog i jest przekonany, że powszechnie stosowane wtedy zabiegi aborcji wykształciły, nawet w drugim pokoleniu kobiet, „lekceważący stosunek do życia poczętego”. To ma być powodem obecnych zachowań.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorap.jendroszczyk@rp.pl