Polska i pozostałe kraje Grupy Wyszehradzkiej oraz Włochy najostrzej sprzeciwiały się wyborowi Fransa Timmermansa na szefa Komisji Europejskiej.
Ostatecznie na to stanowisko została wybrana niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen.
- Osiągnęliśmy nasz cel - skwitował Morawiecki.
Szef polskiego rządu ocenił, że Unia Europejska znajduje się obecnie na historycznym zakręcie, a podejmowane decyzje są kluczowe dla jej przyszłości. Dlatego, jak mówił, na czele unijnych instytucji powinny stać osoby łączące, a nie antagonizujące państwa UE i "obrażające państwa członkowskie".
- Dlatego przeciwstawiliśmy się kandydaturze, która była dla nas nieakceptowalna, kandydaturze Franza Timmermansa, który nie był kandydatem łączącym Europę - mówił Morawiecki.
Premier nazwał Fransa Timmermansa "radykalnym kandydatem ideologicznej lewicy".
Morawiecki uważa, że "Polska nie jest państwem, które pozwoli się postawić w kącie", a eskalowanie konfliktu z nią jest "drogą donikąd".
Skrytykował również sposób wyłaniania kandydata na szefa KE. Jego zdaniem jest on mało transparentny, a "pozatraktatowe uzgodnienia, o których niektórzy wspominali, że zapadały w Osace (...), nie powinny mieć miejsca".