Grzegorz Kołodko nie wierzy w skuteczność sankcji przeciw Rosji. Jego zdaniem, przywódcy Zachodu postępują w kwestii konfliktu na Ukrainie zbyt pochopnie i wbrew swojemu interesowi, a sankcje tylko pogorszą tę sytuację.
- Te sankcje z pewnością nie zmienią polityki władz rosyjskich, która kieruje się swoją logiką, którą można potępiać, można jej nie rozumieć, można się z nią bardziej czasami pryncypialnie nie zgadzać. Natomiast one psują sytuację - stwierdził ekonomista w wywiadzie dla radiowej Jedynki.
Jak wyjaśnił, Rosja zrekompensuje sobie koszt sankcji poprzez podwyżkę cen energii, korzystając z niestabilnej sytuacji w innych państwach-producentach ropy naftowej. Natomiast Europa, mimo deklaracji stworzenia funduszu solidarności, nie ma takiej możliwości.
- Między bajki można włożyć to, że Unia Europejska zrekompensuje Polakom w wysokości pół miliarda konsekwencje tych sankcji. To by był kolejny paradoks, że nakłada się sankcje na kraj, którego postępowania się nie toleruje i z tego powodu jeszcze teraz ma się kompensować komuś retorsje spowodowane na te sankcje - ocenił profesor.
Jego zdaniem jedynym skutecznym narzędziem nacisku wobec Rosji byłoby wpłynięcie na ceny ropy i gazu. To zaś jest właściwie niemożliwe.
- Gdyby ktoś chciał ekonomicznie postawić Rosję w bardzo trudnej sytuacji, to powinien wykonywać olbrzymi wysiłek na rzecz normalizacji stosunków międzynarodowych i stabilizacji w regionach i krajach, które produkują ropę po to, żeby spadły jej ceny - powiedział Kołodko.
Jedynym wyjściem jest według niego powrót do spokojnych rozmów z Rosją.
- Pytanie jest dziś: kto z kim i jak powinien rozmawiać, a nie kto na kogo i jak ma wrzeszczeć, żeby rozładowywać te napięcia? - skwitował Kołodko.