14 listopada ekolodzy na statku "Arctic Sunrise" podpłynęli do miejsca, gdzie planowane jest wydobywanie ropy. Do tego miejsca płynął także statek wiertniczy "Rowan Renaissance", własność korporacji naftowej Repsol.
W sobotę działacze Greenpeace na pontonach podpłynęli do statku wiertniczego, nie reagując na wezwania hiszpańskiej marynarki wojennej do opuszczenia akwenu. Wtedy zostali zaatakowani przez okręty marynarki, które celowo staranowały pontony ekologów.
Podczas ataku 23-letnia Włoszka wypadła za burtę, a element wojskowej łodzi uszkodził jej poważnie nogę. Helikopterem została przewieziona do szpitala. Pozostałą trójkę rannych opatrzono na statku "Arctic Sunrise".
Przedstawiciele dowództwa hiszpańskiej marynarki wojennej oświadczyli, że zadaniem wojska było niedopuszczenie do zajęcia statku wiertniczego przez ekologów.
Działacze Greenpeace, którzy nagrywali całe zdarzenie, twierdza, że zajście pokazało wyraźnie, jak daleko "mogą posunąć się rządy, by ochronić przemysł ropy naftowej przed pokojowo protestującymi ekologami".
Incydent u wybrzeży Wysp Kanaryjskich był pierwszym od czasu zwolnienia statku "Arctic Sunrise", aresztowanego przez Rosjan na Morzu Barentsa, gdzie ekolodzy protestowali przeciwko wydobyciu ropy naftowej w Arktyce. Usiłowali oni dostać się na platformę wiertniczą "Prirazłomnaja". Wśród zatrzymanych wówczas działaczy Greenpeace był polak, Tomasz Dziemiańczuk. "Arctic Sunrise" został wówczas odholowany przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa do Murmańska, gdzie był przetrzymywany 300 dni.
Zatrzymano wówczas wszystkich członków załogi statku. Początkowo oskarżano ich o terroryzm, a potem o piractwo, za co mogło im grozić nawet 15 lat kolonii karnej. Ostatecznie zostali zwolnieni po trzech miesiącach.
Hiszpańska marynarka wojenna zaatakowała Greenpeace