Przeciwko tym planom protestują nie tylko rzymskie prostytutki i mieszkańcy dzielnicy EUR ale także Kościół. Ten ostatni walczy o wprowadzenie we Włoszech podobnych rozwiązań jak w Szwecji czy od niedawna we Francji, gdzie wysokie grzywny grożą klientom prostytutek. Przy tym świadczenie usług seksualnych  jest tam nadal legalne.

Dzielnica EUR powstała na polecenie Mussoliniego na Targi Światowe w 1942 roku. Różni się zdecydowanie od reszty Rzymu. Nie ma tam żadnych zabytków za to nadmiar pomników monumentalnej  architektury z czasów faszystowskich. Sprawia wrażenie jakby życie stanęło tam w miejscu. Do wieczora, kiedy na ulicach pojawiają się skąpo ubrane damy oraz inne postaci specyficznego światka. Połowa z osób trudniących się tam prostytucją to transwestyci, głównie z Ameryki Łacińskiej.

Zgodnie z planami władz miasta ulice EUR zapewnić się mają już wkrótce całym tłumem osób oferujących usługi seksualne. Co więcej świadczenie ich poza tą dzielnicą ma być zagrożone karą 500 euro. - Prowadzi to do tego ,że władze miasta przejmą rolę alfonsów - twierdzi ojciec Aldo Buonaiuto, przedstawiciel Kościoła zajmujący się problemem prostytucji. Przyznaje on w mediach, jak i zresztą wielu świeckich ekspertów, że w Rzymie rośnie w błyskawicznym tempie liczba osób trudniących się prostytucją.

Władze nie widzą innego sposobu usunięcia tych osób z centralnych dzielnic miasta jak stworzenie swego rodzaju rejonu czerwonych latarni. Nie jest to pierwsza próba. W przeszłości usiłowano karać grzywnami kobiety ubrane zbyt wyzywająco. Nic tego nie wyszło. Policja niechętnie zajmowała się tropieniem podejrzanych o prostytucję a inne służby porządkowe nie były zbyt mało liczne aby wymusić przestrzeganie przepisów