I stara się zaproponować coś więcej niż tylko najmniejszy wspólny mianownik. Ma jednak problem z odgrywaniem rzeczywistego przywództwa, na co skarżą się Amerykanie. Usłyszał o tym Donald Tusk, gdy był ostatnio w Waszyngtonie.

– Amerykańscy senatorzy dziwili się, że w sprawie leżących przy granicy z UE Ukrainy i Libii oczekuje się działania od USA – mówi nieoficjalnie brukselski dyplomata.

Nie ma dnia, żeby w polskich mediach nie było materiału o sytuacji we wschodniej Ukrainie. Doniesienia z pola konfliktu, scenariusze rozwoju sytuacji, potencjalne zagrożenia ze strony coraz bardziej agresywnej polityki Rosji wobec swoich sąsiadów. Jeśli w Polsce dziś niektórzy napomykają o możliwej wojnie w przyszłości, to właśnie w tym kontekście: ambicji Rosji odzyskania dawnych wpływów w regionie. Rozumie to Polska, rozumieją państwa bałtyckie oraz pozostałe kraje Europy Środkowowschodniej, choć te ostatnie akurat ze strachu przed retorsjami Rosji siedzą cicho.

Znacznie mniej tego przejęcia widać na południu Europy, w takich krajach, jak Francja, Włochy, Grecja czy Malta. Pomijając interesy gospodarcze z Rosją, decydujące jest oddalenie geograficzne i małe zrozumienie dla sowieckich doświadczeń. Gdyby posłuchać włoskich czy francuskich dyplomatów i dziennikarzy w Brukseli, można by dojść do wniosku, że Europie owszem grozi wojna. Ale przeciwnikiem nie są zielone ludziki na Wschodzie, tylko islamscy terroryści.

Dyplomaci w Brukseli mówią wprost: niestabilna Libia może się stać nowym Afganistanem, miejscem szkolenia zastępów bojowników. Tyle że Libia jest znacznie bliżej Europy niż Afganistan. I terroryści będą przedostawać się na łódkach przez Morze Śródziemne do Włoch czy na Maltę. Trudno ich będzie odróżnić od zwykłych imigrantów szukających w Europie schronienia przed libijskim chaosem.

Kraje północno-wschodniej Europy próbują pozyskać wsparcie pozostałych dla ostrzejszej polityki wobec Rosji. Na razie mowa przynajmniej o przedłużeniu sankcji gospodarczych o pół roku, do końca grudnia 2015 roku. Kraje południa chcą większego zaangażowania Europy w Libii, szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini (Włoszka) zaproponowała nawet wysłanie misji cywilno-wojskowej, która miałaby pomóc we wdrażaniu planu pokojowego pod egidą ONZ. Na razie nie uzyskała zgody 28 państw. W UE każda decyzja w dziedzinie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa musi być podjęta jednomyślnie, co często oznacza małe ambicje.

Tusk na najbliższym szczycie w ramach debaty o polityce zagranicznej chce, by skupiono się na dwóch tematach: Rosja/ Ukraina i Libia. To jedyna szansa na przekroczenie regionalnych podziałów. Bo bezpieczeństwo Europy jest niepodzielne.