Zbierający się na ulicach w centrum próbują blokować rządowe budynki. Nie ma informacji z miasta Giumri, gdzie policja we wtorek rano też rozbiła protest, ale i tam manifestanci zapowiadali, że wrócą.
W Erewaniu na manifestację przyszli ludzie świeżo wypuszczeni z policyjnych komisariatów, gdzie siedzieli po porannej akcji policji.
Od 19 czerwca w armeńskiej stolicy trwa akcja protestu przeciw zapowiedzianej na sierpień podwyżce cen energii elektrycznej (średnio o 1/5). Kilka tysięcy osób koczowało w centrum, na placu Wolności.
Czwartego dnia protestu, w poniedziałek wieczorem w demonstranci ruszyli w kierunku rezydencji prezydenta Serża Sargsjana. W alei Bagramina (nazwanej tak na cześć ormiańskiego marszałka radzieckiej armii) zatrzymała ich policja. Po całonocnych negocjacjach o świcie doszło do ataku.
W trakcie bijatyki rannych zostało prawdopodobnie 36 osób a około 24 aresztowano. Podobnie było w drugim co do wielkości mieście kraju, Giumri gdzie również protestowano przeciw podwyżkom.
Poranny atak policji nastąpił w chwili, gdy obie manifestacje zaczęły powoli nabierać antyrosyjskiego charakteru. Największa firma energetyczna w kraju „Energosieti Armenii" która ogłosiła podwyżkę należy do rosyjskiego koncernu „RAO JES". Poza sprawami ekonomicznymi w Giumri silne są nastroje antyrosyjskie po styczniowym mordzie na siedmioosobowej rodzinie dokonanym przez rosyjskiego żołnierza Walerija Permiakowa z tamtejszej bazy wojskowej.