Izba Reprezentantów ma we wtorek przegłosować prawo przewidujące możliwość zastosowania nowych sankcji wobec Rosji, w tym wobec zachodnich firm zaangażowanych w sektorze energetycznym w tym kraju lub tworzących spółki z rosyjskimi koncernami. Nowa legislacja nie podoba się Donaldowi Trumpowi, który chciałby raczej normalizowania stosunków z Moskwą.
Jest też oczywiście krytykowana przez samą Rosję, ale również przez UE. Bo nowe przepisy mogłyby dotyczyć m.in. europejskich koncernów przymierzających się do budowy razem z Gazpromem gazociągu Nord Stream 2. Komisja Europejska podkreśla jednak, że nie chodzi tylko o ten projekt, ale o wiele innych. I przypomina, że do tej pory dobrą praktyką było uzgadnianie wszelkiego rodzaju sankcji wobec Rosji w ramach grupy G7. Oraz że nowe sankcje nie mogą naruszać prawa UE do budowania niezależności energetycznej czy szukania bezpiecznych dostaw energii
– Ogólne stwierdzenie przewodniczącego Junckera wypowiedziane w czasie szczytu G20 w Hamburgu ma również zastosowanie w tej sprawie – powiedział Margaritis Schinas, rzecznik KE. W czasie wspomnianego wydarzenia Jean-Claude Juncker w nieco innym kontekście (planowanych amerykańskich karnych ceł na importowaną stal) wspomniał, że UE jest gotowa odpowiedzieć podobnymi środkami. I teraz zatem szykuje instrumenty, którymi mogłaby zadziałać w ewentualnym sporze.
Nieoficjalnie przedstawiciele KE wyliczają istniejące możliwości. Jedna z nich to zastosowanie środków odwetowych z katalogu Światowej Organizacji Handlu (WTO). Druga to unijna reguła umożliwiająca zakazanie wprost firmom stosowania się do obcych sankcji. Na przykład w przeszłości dotyczyło to sankcji wobec Kuby. Firmy nie musiały wypełniać amerykańskich sankcji wobec reżimu Castro i w razie ewentualnych szkód miały być chronione przez UE. W praktyce jednak nie funkcjonowało to idealnie.
Z tych praktycznych powodów, czyli trudności z faktyczną ochroną europejskich firm, ale także z politycznej niechęci do rozpętywania wojny z USA, zanim Bruksela zacznie rozważać środki odwetowe, ma nadzieję na porozumienie z Amerykanami. – Uruchamiamy wszystkie kanały dyplomatyczne z USA, żeby przekazać nasze wątpliwości dotyczące planowanych instrumentów – powiedział Schinas w odpowiedzi na pytanie „Rzeczpospolitej" o próby wpływu na nowe amerykańskie prawo. Nieoficjalnie przedstawiciele KE przyznają, że są nastawieni bardziej optymistycznie i ostatnie sygnały płynące z Waszyngtonu są „obiecujące".
– Jedna z możliwości to ustanowienie zasady, że sankcje nie działają wstecz i odnoszą się tylko do nowych inwestycji. Inna to ustalenie procentowego progu udziału w spółkach z rosyjskimi firmami, powyżej którego sankcje mogłyby być uruchomione – tłumaczy nasz rozmówca w KE.
Już zapowiedź sankcji kilka tygodni temu wywołała ostrą reakcję ministrów Niemiec i Austrii, dwóch krajów, których spółki biorą udział w Nord Stream 2. W projekt zaangażowane są: brytyjsko-holenderski Royal Dutch Shell, niemieckie E.ON (obecnie Uniper) i Wintershall, austriacki OMV i francuski Engie.
Inwestycja dzieli teraz USA i UE, ale spowodowała wcześniej głębokie podziały w samej Unii. Część krajów, w tym Polska, uważa, że jest niezgodna z założeniami unii energetycznej oraz sprzeczna z unijnym prawem. Sama KE zachowywała się w tej sprawie pasywnie, uznając, że nie ma kompetencji do ingerowania w gazociąg lokowany na dnie Morza Bałtyckiego. Teraz gotowa jest się zaangażować, żeby w imieniu UE negocjować z Rosją zasady funkcjonowania NS2. Znów jednak spotkała się z krytyką, że proponowany przez nią mandat negocjacyjny jest zbyt słaby i daje Gazpromowi możliwość monopolizowania europejskiego rynku gazu. Mandat negocjacyjny musi być przyjęty przez większość państw członkowskich. Dyskusja na ten temat odbędzie się jesienią.