Od około 50 lat w Australii po ataku rekina ginie średnio jedna osoba rocznie. W 2019 roku takich ofiar nie było wcale. Mimo to naukowcy podkreślają, że nie należy stygmatyzować tych zwierząt, bo zgon w takim przypadku to po prostu „naprawdę wielki pech”.

- Nie mieliśmy tylu ataków rekinów w Australii, które skutkowały śmiercią ludzi, od 1934 roku - powiedziała agencji DPA Phoebe Meagher, ekspertka ds. rekinów w Taronga Zoo. Zapewniła, że nie należy przesadnie obawiać się nadciągającego rekina, szukającego kolejnej zdobyczy.

Dane z Shark Attack File w Taronga Zoo - wiodącego w kraju źródła danych o atakach rekinów - wskazują, że liczba incydentów pozostaje taka sama. - Patrząc na ostatnią dekadę, ten rok jest całkiem przeciętny. Liczba niesprowokowanych ataków mieści się w przedziale od 15 do 25 - zauważyła Meagher. W tym roku odnotowano dotychczas 20 niesprowokowanych ataków. W 2019 roku było ich 17.

Australijska narodowa agencja naukowa CSIRO bada zachowanie żarłaczy białych - największych rekinów jedzących mięso i najczęściej atakujących ludzi. I nie stwierdziła jednoznacznie, czy wzrost liczby ofiar ataków rekinów jest spowodowany zmianą zachowania tych zwierząt, czy zwykłym przypadkiem. - To dość dziwaczne - powiedział Culum Brown, profesor biologii morskiej na Uniwersytecie Macquarie w Sydney. Zwrócił uwagę, że liczba ataków zasadniczo się nie zmienia, a „gdy ugryzie cię rekin, tak naprawdę ważne są tylko dwa czynniki: gdzie ugryzie i jak szybko można uzyskać pomoc”. - Myślę, że w tym roku można śmiało powiedzieć, że po prostu mieliśmy pecha w obu tych aspektach - stwierdził Brown .

- Ludzie nie są normalną częścią diety rekina - podkreśliła Phoebe Meagher. - Kiedy rekiny gryzą ludzi, zwykle szarpią tylko jeden kęs, a potem odpływają. Gdyby naprawdę były nami zainteresowane, wracałyby, jadły jeszcze kilka kęsów lub całkowicie nas pożerały - dodała. Od 1791 do 2019 roku w Australii odnotowano tylko 37 przypadków, w których człowiek został częściowo lub całkowicie skonsumowany przez rekina. Zawierają się w tym przypadki domniemane, gdy ciała nigdy nie odnalezione.

- W wodzie są tysiące rekinów, a pogryzień jest mało. To powinno zapewnić ludziom komfort. Bardziej prawdopodobne jest, że się zginie, tonąc przy plaży - uspokajała Meagher.