Zaczęło się spokojnie. Pracownicy resortu, aby pokazać swoje niezadowolenie zaczęli łamać zasady urzędniczej etykiety. Zrezygnowali z krawatów, garnitury zastąpili dżinsami, a pantofle - sandałami.

Taka forma strajku nie przyniosła jednak żadnych efektów. Wtedy niezadowoleni pracownicy postanowili wyraźniej zasygnalizować problem.

[wyimek]Pracownicy MSZ nietypowy protest rozpoczęli po sześciu miesiącach negocjacji z rządem[/wyimek]

Szoferzy prowadzący resortowe limuzyny zaczęli odjeżdżać bez zagranicznych gości. Przez to żona prezydenta Estonii została w restauracji w Abu Gosh, a bułgarski minister spraw zagranicznych musiał poprosić swoją ambasadę o wypożyczenie auta.

Jeszcze większa niespodzianka spotkała gościa z Rosji, który musiał poczekać na lotnisku na pracowników izraelskiego resortu. Powód? Urzędnicy nie przygotowali ceremonii powitalnej.

Siergieja Ławrowa ostatecznie powitał wiceminister spraw zagranicznych, polecił też rozłożyć czerwony dywan i powiesić rosyjską flagę. W tym przypadku o swoim strajkowym obowiązku nie zapomnieli także szoferzy, przez co delegacja musiała podróżować autami rosyjskiej ambasady.