W lutym 2008 r. w Janiszewie na Pomorzu znaleziono brutalnie zamordowaną 23-letnią kobietę. Oprawca zadał jej 12 ran kłutych, a ciało porzucił. Jak później ustalono, w błocie roztopów przeleżało półtora miesiąca.
Śledczy wykluczyli motyw rabunkowy i seksualny. Rozmawiali też z bliskimi ofiary, a w końcu wytypowali podejrzanego. Był nim drobny przestępca karany za kradzieże, bezdomny Henryk S. W trakcie jednego z przesłuchań przyznał się do zbrodni.
Podczas procesu Henryk S. wycofał jednak swoje zeznania. Twierdził, że policjanci go bili i stosowali wobec niego presję psychiczną. W ten sposób mieli wymusić przyznanie się do winy.
W postępowaniu zeznawał świadek, który twierdził, że widział podobnego do oskarżonego mężczyznę w towarzystwie ofiary. Opisał jego sylwetkę i ubiór, ale nie widział jego twarzy. Nie był więc w stanie dokonać identyfikacji podejrzanego.
Wątpliwości budzi też brak jakichkolwiek śladów biologicznych Henryka S. na ciele, odzieży i przedmiotach pokrzywdzonej. Nie odnaleziono również śladów biologicznych pokrzywdzonej na odzieży oskarżonego ani na zabezpieczonych w miejscu jego zamieszkania nożach.
Mimo to sąd skazał go na 25 lat więzienia. Henryk S. odwoływał się od wyroku, ale bezskutecznie. W końcu zaczął pisać listy, w których dalej podkreślał swoją niewinność. Twierdził, że w trakcie zbrodni był w innej miejscowości. Podawał nawet nazwiska świadków, którzy mieli go widzieć.
Sprawą zainteresowali się policjanci z tzw. Archiwum X, czyli Zespołu ds. Przestępstw Niewykrytych. Z ich ustaleń wynika, że w śledztwie popełniono wiele błędów. Jednym z głównych zarzutów jest niewykorzystanie wszystkich dowodów, które mogłyby potwierdzić lub wykluczyć udział Henryka S. w morderstwie. Zwrócili też uwagę na rozbieżności występujące w materiale dowodowym. Ich zdaniem sprawa powinna mieć status niewykrytej, a śledztwo ruszyć od nowa.