Z czym pani marszałek wróciła z kilkudniowej wizyty w Kazachstanie?

Dla mnie to była bardzo ważna wizyta z dwóch powodów: polonijnego – w 90. rocznicę deportacji Polaków do Kazachstanu – i politycznego, bo Kazachstan to nasz główny partner gospodarczy w regionie Azji Centralnej. W Polsce już o tym zapominamy, jak wiele polskich rodzin nadal żyje w tej części świata. To potomkowie wywiezionych tam przez Związek Sowiecki polskich dziadków i pradziadków, którzy pomimo upływu lat wciąż czują swoje korzenie i związek z Polską. Czasami nie mówią po polsku, ale zachowują miłość do Polski i dumę z tego, że są Polakami. Podczas każdego spotkania z władzami Kazachstanu, zarówno z prezydentem, jak i przewodniczącymi Senatu i Mażylisu, rozmawialiśmy o tragicznych wydarzeniach sprzed 90 lat. O cierpieniach polskich zesłańców, ale też o solidarności i pomocy, jaką okazali im wówczas Kazachowie. To wtedy narodziła się przyjaźń między naszymi narodami. Jeden z młodych Kazachów powiedział mi, że Polacy, których zesłano 90 lat temu, byli często dziennikarzami, rolnikami i inżynierami, którzy przekazywali swoje doświadczenie Kazachom. Poczułam dumę.

Reklama
Reklama

W jakiej kondycji po 90 latach od deportacji jest dzisiaj Polonia w Kazachstanie?

Z dużym impetem w życie polonijne wchodzi młode pokolenie. To mnie bardzo cieszy. Babcie często nie mówią po polsku, rodzice nie mówią po polsku, a młodzi ludzie uczą się języka polskiego, żeby mieć kontakt z Polską. Zmiana pokoleniowa następuje. W moim spotkaniu z Polonią kazachstańską uczestniczyło kilka organizacji młodzieżowych, młodzi Polacy, którzy zorganizowali się i chcą razem działać. Wielu chce studiować w Polsce i tu, jak się okazało, mamy poważny problem. Chodzą do szkół polonijnych, uczą się języka polskiego, ale nie mają wymaganego do studiowania w Polsce certyfikatu językowego B2.

Czytaj więcej

Polacy w Kazachstanie. Ropa, konina i życie potomków zesłańców Stalina

A nie każdego przecież stać na to, by polecieć po taki certyfikat do Polski.

Dziś podróż z Kazachstanu do Polski to bardzo duże pieniądze. To wydatki, na które tych młodych ludzi nie stać. Musimy się tym zająć, bo przecież chcemy, żeby Polacy z Kazachstanu studiowali w Polsce. Musimy im pomóc. Poruszamy ten temat w rządzie. Rozmawialiśmy z ministrem nauki i szkolnictwa wyższego, ale też z ministrem edukacji. Szukamy rozwiązań, a czas ucieka. Musimy znaleźć jak najszybsze rozwiązanie. Uważam, że należy niezwłocznie wrócić do praktyki, zgodnie z którą komisja certyfikacyjna z Polski przyjeżdża do Kazachstanu i egzaminuje kandydatów na miejscu.

Czy Kazachstan udostępni archiwa NKWD? Marszałek Senatu: „Poruszyłam tę kwestię w rozmowie z prezydentem Tokajewem”

Mieszkający w Kazachstanie Polacy, z którymi miałem okazję rozmawiać, walczą też o dostęp do teczek swoich represjonowanych dziadków, których na razie władze Kazachstanu nie udostępniają. Czy to może się zmienić?

Na szczęście te teczki są w Kazachstanie. Bo gdyby były na Białorusi czy w Rosji, to nie mielibyśmy w ogóle szans na poznanie ich zawartości. W Kazachstanie zostały odtajnione, ale wciąż nie mają do nich dostępu historycy. Chcielibyśmy, żeby można było korzystać z tego bezcennego zasobu historycznego. Poruszyłam tę kwestię w rozmowie z przewodniczącym kazachstańskiego Senatu Aszimbajewem oraz z panem prezydentem Tokajewem. To chyba najwyższy czas, żeby polsko-kazachstańska komisja historyczna mogła rozpocząć badania tych materiałów. Polacy w Kazachstanie muszą poznać historię swoich przodków: dlaczego dziadek albo ojciec nie wrócił do domu, co się z nim stało, gdzie jest jego grób, gdzie zginął. Ta niewiedza jest dramatem wielu ludzi. Chcę podkreślić, że strona kazachstańska podeszła do postulatu otwarcia archiwów teczek osobowych deportowanych Polaków z dużym zrozumieniem. Nie mogę jeszcze powiedzieć, że odnieśliśmy sukces w tej sprawie, ale żaden z moich rozmówców nie powiedział „nie”. Głęboko wierzę, że już wkrótce te bezcenne dla historii zarówno Polski, jak i Kazachstanu archiwa zostaną udostępnione badaczom z obu naszych krajów.

A czy to nie jest tak, że Kazachstan nie udostępnia tych danych z powodu swoich bliskich relacji z Rosją, która w ostatnich latach gloryfikuje sowieckich zbrodniarzy?

Nie sądzę. Uważam, że wynika to bardziej ze „służbowego” charakteru tych archiwów. Teczki osobowe zakładało deportowanym NKWD, później przejęło je KGB. Służby zawsze niechętnie otwierają swoje zasoby. Ale dziś te materiały mają już wyłącznie wartość historyczną i dlatego zostały odtajnione przez władze Kazachstanu. Pora na następny krok – udostępnienie badaczom. Ten krok byłby zresztą całkowicie zgodny z polityką historyczną Kazachstanu, który oficjalnie upamiętnia w przestrzeni publicznej tragiczne czasy „Archipelagu GUŁag”. Warto podkreślić, że okrucieństwa stalinowskiego systemu doświadczył też naród kazachski. Wciąż jestem pod wrażeniem naszej wizyty w Muzeum AŁŻIR, zbudowanym w miejscu największego kobiecego łagru w ZSRR, obozu żon zdrajców ojczyzny. Z perspektywy tego miejsca udostępnienie teczek osobowych dotyczących historii deportowanych przed 90 laty wydaje się czymś naturalnym. Dla Polski to bardzo ważne.

Czy w trakcie rozmowy z prezydentem Kazachstanu poruszaliście temat wojny w Ukrainie?

Prezydent Kazachstanu powiedział mi, że zależy mu na tym, żeby wojna w Ukrainie zakończyła się jak najszybciej sprawiedliwym pokojem. Podkreślił, że nie można naruszać integralności terytorialnej Ukrainy i jej granic. To było bardzo mocno powiedziane. Władze Kazachstanu podkreślają jednocześnie, że granica ich kraju z Rosją to aż 7 tysięcy kilometrów.

Kazachstan jest krytykowany przez obrońców praw człowieka, którzy mówią o więźniach politycznych czy braku wolnych mediów. Czy to ma dla nas znaczenie?

Oczywiście. I dlatego właśnie warto rozmawiać z Kazachstanem. Unia Europejska jest drugim po Chinach partnerem gospodarczym tego kraju. To poważny kapitał polityczny na przyszłość. Uważam, że tylko przyciąganie Kazachstanu do współpracy z Europą może wpłynąć na rozwój standardów życia publicznego w tym kraju. Nie można niczego narzucać. Musimy skorzystać z tego, że Kazachstan jest otwarty nie tylko na Rosję czy Chiny, ale też na Unię Europejską. Polska w tych relacjach może i powinna odegrać znaczącą rolę.

Małgorzata Kidawa-Błońska: „Musimy przyspieszyć repatriację Polaków. Czas ucieka”

Prezes Związku Polaków w Kazachstanie Witalij Chmielewski powiedział mi, że w kolejce na repatriację obecnie czeka około 10 tys. Polaków z Kazachstanu. Potomkowie deportowanych Polaków obawiają się, że to może potrwać wiele lat. Da się to przyspieszyć?

Te liczby są trochę mniejsze. Obecnie wszystkich oczekujących na repatriację do Polski jest około 7 tys. osób, z czego około 70 proc. to Polacy z Kazachstanu. I ta liczba nie zmienia się od wielu lat. Jest kilka przyczyn tego stanu rzeczy. Najpierw niewystarczająca wielkość budżetu na repatriację. Dopiero nasz rząd zwiększył o 80 mln zł nakłady na ten cel. Po drugie atrakcyjność ofert miejsc zamieszkania w Polsce przedstawianych przez samorządy. Wielu kandydatów do repatriacji nie przyjmuje tych propozycji, czekając na te z wielkich miast, gdzie łatwiej o pracę i wysoki standard usług publicznych. Po trzecie przepustowość dwóch ośrodków adaptacyjnych w Polsce, gdzie repatrianci uczą się języka polskiego i przygotowują do samodzielnego życia w Polsce. Wreszcie warto wiedzieć, że repatriacja to niejedyna droga powrotu z Kazachstanu do Polski. Dla młodego pokolenia znacznie atrakcyjniejszą formą jest podjęcie na podstawie Karty Polaka studiów w Polsce, a następnie podjęcie pracy i założenie rodziny. Nie zmienia to faktu, że powinniśmy zrobić wszystko, aby proces repatriacji przyspieszyć i wreszcie zakończyć.

Czytaj więcej

Senat porzuca polskie media na Wschodzie. Praprawnuk Mickiewicza: dla nas to wyrok śmierci

W maju na łamach „Rzeczpospolitej” opisałem sytuację polskich mediów na Wschodzie, które w tym roku otrzymały mniejsze wsparcie z Senatu niż w roku poprzednim. Skąd ta zmiana?

Jest wręcz przeciwnie. Media polonijne otrzymały w ramach tegorocznego konkursu „Senat – Polonia” o 2,5 mln zł więcej niż rok temu. Łącznie na ich wsparcie przeznaczyliśmy w tym roku ponad 10 mln zł, z czego prawie 40 proc. na wsparcie mediów polonijnych na Wschodzie. Biorąc pod uwagę szczególnie trudną sytuację mediów polskich na Ukrainie i Białorusi, przyznaliśmy im dodatkowe finansowanie. Mam świadomość, że oczekiwania są jeszcze większe. Na media polonijne złożono w tym roku do Senatu wnioski na ponad 104 mln zł, podczas gdy całkowity budżet konkursu wynosił niespełna 72 mln zł. Chciałabym, żeby tych środków było więcej. Przypominam, że wsparciem działalności polonijnej zajmuje się też Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Instytut Rozwoju Języka Polskiego im. św. Maksymiliana Marii Kolbego i Ministerstwo Kultury, a także Ministerstwo Sportu. I w sumie w Polsce na wsparcie dla Polonii wydajemy ponad 600 mln zł rocznie. Więc te nasze 70 mln są kroplą w morzu potrzeb. Dlatego staramy się je wydawać bardzo starannie i docierać do jak największej liczby inicjatyw polonijnych.

A jak to się stało, że rządowa Fundacja Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego prowadzi w internecie zbiórkę 200 tys. zł na pokrycie kosztów utrzymania kompleksu historycznych budynków w Zułowie na Litwie – miejscu urodzenia Józefa Piłsudskiego? Twierdzą, że w Senacie tych środków dla nich się nie znalazło.

Otrzymali z Senatu około 200 tys. zł, ale na działalność merytoryczną. Nie przeznaczyliśmy natomiast środków na utrzymanie tego obiektu. Tę nieruchomość nabył poprzedni rząd na rzecz Skarbu Państwa. Jestem zdania, że działalność polonijna nie polega na utrzymywaniu obiektów Skarbu Państwa. Jeżeli państwo polskie zakupiło ten obiekt, to powinno wyposażyć go w fundusze pozwalające na jego utrzymanie. Przypominam też, że mówimy o fundacji rządowej.

Ale Związek Polaków na Łotwie też zorganizował zbiórkę na utrzymanie Domu Polskiego w Dyneburgu. Senat nie jest w stanie im pomóc?

Senat im pomaga. Otrzymali na prowadzenie Domu Polskiego 66 tys. zł, to jest na poziomie ubiegłego roku. Ogółem na organizacje polskie na Łotwie przeznaczyliśmy 198 tys. zł. Z moich informacji wynika, że zbiórka jest prowadzona w związku ze zmianą warunków użytkowania obiektu wprowadzoną przez samorząd Dyneburga. Szkoda, że w ogłoszeniach o zbiórce organizatorzy nie poinformowali o dotacji z Senatu. Chcę też podkreślić, że Senat dofinansowuje działalność polonijną, a nie finansuje jej w stu proc.

To jakie są priorytety Senatu, jeżeli chodzi o wsparcie Polonii na najbliższe lata?

Dla nas najważniejsza jest młoda Polonia, która odkrywa swoje polskie korzenie. Za sprawą młodego pokolenia w wielu krajach obserwujemy renesans polskości. Bez wracającej do polskości młodzieży Polonia byłaby już tylko historią.

Czytaj więcej

Andrzej Poczobut tłumaczy „Rzeczpospolitej”, dlaczego nie wyjechał z Białorusi w 2021 roku

Ma pani na myśli Polaków na Wschodzie?

Nie tylko. To się dzieje w Brazylii, ale też w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Nie ma kraju, w którym nie byłoby Polaków. Chcą uczyć się polskiego i przyjeżdżać do Polski. Były czasy, gdy nie chcieli mówić o swojej polskości, a teraz głośno krzyczą, że są Polakami, i to jest bardzo cenne.

Z czego to wynika?

Bo dowiadują się, że Polska jest świetnym krajem. Ich polscy dziadkowie czy pradziadkowie wyjeżdżali stąd i większość nigdy nie wróciła. Zapamiętali kraj, w którym nic nie było. A dzisiaj słyszą od swoich wnuków, że w Polsce jest bezpiecznie, czysto, dużo zieleni i ulicami miast jeżdżą klimatyzowane autobusy. Wielu z nich poznaje się podczas Polonia Camp, wymieniają się kontaktami i doświadczeniami (odbędzie się 23–26 lipca 2026 r. na Kampusie SGGW w Warszawie – red.).

Ale są też tacy, którzy uważają, że wydawanie milionów złotych na kilkudniową imprezę jest marnotrawstwem.

Ten pomysł zrodził się we współpracy z organizacjami polonijnymi na całym świecie, którym szczególnie zależało na tym, żeby pokazać Polskę młodemu pokoleniu. I naprawdę chcą przyjeżdżać do Polski, poznawać ją i dokształcać się, bo przecież odbywają się tam różne dyskusje i warsztaty. Nie ma takiej drugiej imprezy w Polsce dla Polonii. Ale jeżeli chcemy, żeby oni tu przyjechali, musimy pokryć koszty. W dzisiejszych czasach przyjazd do Polski jest kosztowny.

Nie sposób nie poruszyć tematu relacji polsko-ukraińskich, które dzisiaj przeżywają poważny kryzys. Co pani o tym myśli?

Ta sytuacja jest bardzo trudna. Bo na Ukrainie od pięciu lat toczy się wojna. My mamy świadomość, że ta wojna jest także w obronie naszego kraju i krajów Europy. Wspieraliśmy i nadal wspieramy Ukrainę. Te emocje dotyczą bardzo trudnej sprawy, bo rzeź wołyńska wciąż dzieli Polaków i Ukraińców i zbyt długo dochodzimy do porozumienia, takiego, jakie udało się osiągnąć z Niemcami. Tutaj się nie udało. Trzeba rozmawiać, słuchać, rozumieć i nie można działać emocjonalnie. Decyzja, którą podjął prezydent Zełenski, dla Polaków jest niezrozumiała i nie do zaakceptowania. A przecież chodzi o to, żebyśmy mogli współpracować, szukali porozumienia, a nie doprowadzali do eskalacji.

Czytaj więcej

Trzy strony o „tragedii wołyńskiej” w podręcznikach na Ukrainie. I uzasadnienie działań UPA

Jak pani ocenia decyzję prezydenta Nawrockiego, który postanowił odebrać Zełenskiemu Order Orła Białego?

Pan prezydent Nawrocki podgrzał tę sytuację bardzo mocno, emocje sięgnęły zenitu i gorzej już być nie może. To nie zbliża nas do rozwiązania problemu, tylko oddala, a na dodatek buduje niechęć do Ukraińców w naszym kraju. Słyszałam, że niedawno została podpalona restauracja, którą prowadzą Ukraińcy. Dochodzi do bardzo niebezpiecznej sytuacji, a przypominam sobie pewne sceny z historii i nie chciałabym, żeby kiedykolwiek powtórzyły się w Polsce. Z kolei odesłanie przez prezydenta Zełenskiego Orderu Orła Białego pocztą pokazuje, że znów emocje biorą górę. Liczę na to, że prezydenci Polski i Ukrainy będą potrafili ze sobą porozmawiać. Bo jeżeli oni powiedzą, że nie można rozmawiać, to jak można wymagać od ludzi, żeby rozmawiali i zrozumieli tę sytuację?

Czytaj więcej

Ukraiński politolog: Historia Ukrainy będzie pisana w Kijowie, nie w Warszawie

A może weszliśmy w tryb wyborczy?

My z trybu wyborczego nie wyszliśmy nigdy i to jest najgorsze. Nie mieliśmy nawet pół roku bez trybu wyborczego. Ale nawet tryb wyborczy nie może polegać na tym, że obrzuca się ludzi kłamstwami, że mówi się nieprawdę, że szkaluje się ludzi czy poniża. Cała debata w tej chwili polega na tym, żeby odbierać ludziom poczucie wartości i obrzucać ich kłamstwami.

Rozmowa z Marszałek Senatu Małgorzatą Kidawą-Błońską została przeprowadzona w Kazachstanie podczas uroczystości z okazji 90. rocznicy deportacji Polaków.