- Wszczęliśmy postępowanie z art. 160 par. 1 kodeksu karnego czyli narażania człowieka na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia przez osoby zobowiązane do udzielenia opieki – mówi „Rzeczpospolitej" Michał Dziekański z warszawskiej Prokuratury Okręgowej.

Zawiadomienie w tej sprawie, tak jak wcześniej zapowiedział, złożył ks. Ryszard Halwa z Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia. – W pierwszej kolejności zabezpieczona zostanie dokumentacja medyczna – mówi prok. Dziekański. - Po jej uzyskaniu referent będzie podejmował decyzje, co dalej robić - dodaje śledczy.

Informacja o nieudanej aborcji i zabójstwie dziecka pojawiła się wczoraj na prawicowych portalach.

Według telewizji Republika w nocy z niedzieli na poniedziałek w Szpitalu Specjalistyczny im. Świętej Rodziny w Warszawie przeprowadzono aborcję u kobiety w 24. tygodniu życia. Prawdopodobną jej przyczyną miało być stwierdzenie zespołu Downa u dziecka.

Kobieta była w lecznicy od piątku. Najpierw podano jej pigułkę wczesnoporonną, ale nie wywołała ona porodu, więc zdecydowano się na mechaniczne przerwanie ciąży.

Jednak dziecko przeżyło ten zabieg i zaczęło płakać. - Lekarze i personel medyczny, którzy byli zaangażowani w całą akcję "podjęli decyzję o niepodjęciu najmniejszych działań medycznych". To znaczy, że ten szpital, gdzie ratuje się życie, nie pomógł – mówił Tomasz Terlikowski, naczelny stacji.

Rzeczniczka szpitala tłumaczyła, że pacjentka zgłosiła się do lecznicy w 24. tygodniu ciąży z pełną dokumentacją medyczną. Ona oraz przesłanki medyczne wskazywały na podstawę do zakończenia ciąży zgodnie z przepisami.

- Przepisy ustawy dokładnie opisują warunki przerywania ciąży. Szpital nie boi się zgłoszenia do prokuratury i jest w pełni odpowiedzialności za swoje działania – podkreśliła pani rzecznik.

Zachowanie personelu szpitala oburzyło wielu obrońców życia. – Według mnie sprawa, która wydarzyła się w tym szpitalu nie licuje z nazwą szpitala „Świętej Rodziny". Powinno się odebrać tę nazwę – stwierdził ks. Ryszard Halwa w rozmowie z portalem prawy.pl.

Podkreślił, że często "feministki są wrażliwe wobec krzyku psa, i trzeba być wrażliwym na cierpienie zwierzęcia, ale one nie są wrażliwe wobec krzyku dziecka, które jest zabijane, a tym bardziej w tym przypadku, kiedy to nie był „niemy krzyk", tylko głośny płacz dziecka umierającego w potwornych bólach – dodał.

Jego zdaniem "dziecko powinno mieć zagwarantowaną pomoc, ulgę w cierpieniu, a przecież musieli być obok lekarz i położna, którzy dokonywali tego bestialskiego czynu, jakim jest skazanie dziecka na powolną śmierć w męczarniach – zaznaczył ks. Halwa.