Wczoraj rzecznik LOT-u Adrian Kubicki poinformował, że nie było zbiórki pieniędzy wśród pasażerów. - Ta sytuacja wynika być może z nieporozumienia, bądź błędnego zrozumienia sytuacji. Żaden z pasażerów nie partycypował w kosztach naprawy samolotu - zapewniał.
Dziś przyznał, że zapoznał się z nowymi informacjami i taka sytuacja rzeczywiście miała miejsce. - Po kilku rozmowach nasz przedstawiciel przyznał, że rzeczywiście rozmawiał z czworgiem pasażerów i użyczyli mu oni doraźnie gotówki - powiedział Kubicki w rozmowie z TVN24.
- W lotnictwie nie jest niczym nadzwyczajnym, że płaci się gotówką za doraźne naprawy i części pozyskiwane doraźnie. Jednak w tym wypadku była to część pozyskana od firmy Boeing, z którą współpracujemy - dodał.
Jak tłumaczy rzecznik, przedstawiciel spółki w Pekinie uznał, że szybciej uzyska pieniędzy od pasażerów niż wypłaci je z bankomatu. Podkreślił, że tego typu działania nie są akceptowane.
Pieniądze, łącznie równowartość 1300 złotych, pożyczyło czterech pasażerów. Zostały im zwrócone od razu po wylądowaniu w Warszawie. W ramach przeprosin i podziękowań LOT wręczył im bilety na dowolne połączenia z oferty przewoźnika.
Wyjaśnienia w sprawie całego zdarzenia złożą pracownicy LOT-u.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...