Podczas gdy kibice Lecha Poznań cieszyli się wczoraj ze zwycięstwa swojej drużyny 3:1 z Manchesterem City, mieszkańcy pobliskich bloków narzekali na drżące szyby i wibrujące naczynia. Jaki ma to związek z tym, co działo się na nowo otwartym poznańskim stadionie – w odpowiedzi na to pytanie ma pomóc przeprowadzone wczoraj badanie sejsmografem.
[srodtytul]Nowy stadion, nowy kłopot[/srodtytul]
Urządzenia zostały zamontowane w dwóch blokach. Pierwszego pomiaru pracownicy specjalistycznej firmy dokonali kilka godzin przed meczem Lecha z Manchesterem. Drugiego już podczas samego spotkania.
– Chcemy ponad wszelką wątpliwość rozstrzygnąć, czy drgania mają związek z dopingiem kibiców. Jeśli tak, czy są niebezpieczne dla budynków, a co za tym idzie mieszkańców – wyjaśnia Paweł Łukaszewski, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Poznaniu.
Po raz pierwszy na drgania mieszkańcy poskarżyli się na początku października, kiedy Lech przy pełnych trybunach grał z Red Bullem Salzburg. Problem powtórzył się podczas meczu ligowego z Zagłębiem Lubin, choć wówczas widzów było o połowę mniej.
– Wieżowce stoją tutaj od 40 lat, a nigdy wcześniej nie drżały. Przyczyn na pewno nie należy upatrywać w podłożu, co potwierdzają ekspertyzy geologiczne – uważa Jacek Schulz, kierownik osiedla Raszyn.
Nie wszyscy jednak tę opinię podzielają. Jeszcze w październiku powiatowy inspektor nadzoru budowlanego zlecił przeprowadzenie badań spółce Euro Poznań 2012. Ta jednak powiedziała „nie” i wskazała na administratora obiektu – Poznańskie Ośrodki Sportu i Rekreacji. Ale te pomiarów przeprowadzić nie chcą, zrzucając odpowiedzialność na administrację osiedla.
Odwołanie w tej sprawie trafiło do wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego, gdzie czeka na decyzję. Czekać nie chciał inspektor powiatowy.
– Postanowiłem przeprowadzić na własny koszt wstępne badania, które oczywiście nie znoszą konieczności wykonania kolejnych pomiarów. Tu jednak trzeba działać szybko, bo ludzie się niepokoją – podkreśla Łukaszewski.
[wyimek]Na drgania narzekają też mieszkańcy Śląska, Warszawy i Augustowa [/wyimek]
Wczoraj mieszkańcy znów poczuli drgania. Wyniki badań mają być znane w ciągu dwóch tygodni.
[srodtytul]Metro, tir, kopalnia[/srodtytul]
Poznań nie jest jedynym miejscem w Polsce, gdzie ziemia drży za sprawą ludzi, a nie kaprysów matki natury. Wstrząsy dały się np. we znaki mieszkańcom Warszawy. A wszystko przez metro.
– Drgania były wywoływane przez wagony firmy Alstom, których koła bardzo szybko się odkształcały. Problem udało się jednak rozwiązać – przekonuje Krzysztof Malawko, rzecznik metra. Spółka w newralgicznych miejscach zamontowała czujniki, które przekazują informację o anomaliach. – Kiedy sygnały do nas dotrą, koła są przetaczane – tłumaczy Malawko.
Skargi na drgania jednak całkowicie nie zniknęły. – Czasem docierają do nas sygnały z okolic Żoliborza czy Alei Niepodległości – przyznaje Malawko. – Tunel metra przebiega tam co prawda na małej głębokości, ale i tak większość drgań przypisywanych kolejce pochodzi z innych źródeł. Wywołują je na przykład przejeżdżające tiry.
Hałas i drgania to jednak nie tylko bolączka metropolii. Najlepiej wiedzą o tym mieszkańcy Augustowa, którzy od lat walczą z tirami. – Każdego dnia, jak obliczyliśmy, przejeżdża ich około 8 tysięcy – relacjonuje Kazimierz Kożuchowski, burmistrz Augustowa. – Drogę od domów dzieli czasem tylko kilka metrów. W mieszkaniach wszystko drży, a budynki pękają.
Budowa obwodnicy została wstrzymana, gdy okazało się, że ma ona przebiegać przez cenne przyrodniczo tereny w dolinie Rospudy. – Potem były obietnice, ale drogi alternatywnej ani nawet ekranów dźwiękochłonnych jak nie było, tak nie ma – żali się burmistrz.
Do wstrząsów musieli się przyzwyczaić mieszkańcy Śląska. – Kiedy za moich studenckich czasów zaczął drżeć akademik, pochodzący z Malborka kolega po prostu uciekł. A dla mnie sprawa była oczywista: bez paniki, to po prostu kopalnia – wspomina Jolanta Talarczyk, rzeczniczka Wyższego Urzędu Górniczego.
Jak tłumaczy, wydobycie węgla stanowi ingerencję w górotwór. A to powoduje wstrząsy. Jeszcze trzy dekady temu było ich ok. 3 tys. rocznie. W ubiegłym roku – 741.
– Wstrząsów jest mniej nie tylko dlatego, że spadło wydobycie węgla – wyjaśnia Talarczyk. – Jest to efekt przede wszystkim profilaktyki, którą można podzielić na pasywną i aktywną. Pierwsza polega na precyzyjnym planowaniu robót górniczych, druga na tak zwanych strzelaniach prowokujących wstrząsy czy odprężenia górotworu – wylicza.
[srodtytul]Oto skutki cywilizacji[/srodtytul]
Hałas i drgania to nieodłączne elementy otaczającego nas świata. – Przed hałasem można się chronić, montując ekrany akustyczne, regulując natężenie ruchu czy montując dźwiękoszczelne okna. Trudniej wyeliminować drgania materiałowe – uważa prof. Aleksander Sęk, akustyk z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. – W naszym instytucie mamy tak zwaną komorę bezdechową. Można w niej poczuć, co znaczy absolutna cisza. Mimo to także tam docierają drgania z położonej 300 metrów dalej linii kolejowej.
Czy drgania budynków są niebezpieczne? – Na ogół mogą co najwyżej uszkodzić budynek i pogorszyć komfort życia mieszkańców. Trzeba jednak dodać, że silny wstrząs, np. górniczy, który doprowadziłby do przewrócenia szafy, może być groźny dla mieszkańców – uważa prof. Zbigniew Zembaty, specjalista od inżynierii sejsmologicznej z Politechniki Opolskiej.
Eksperci bezradnie rozkładają ręce: trzeba nauczyć się z tym żyć, takie są po prostu koszty cywilizacji.
A kibice Lecha przyznają, że jeśli wstrząsy w pobliskich blokach mają być ceną za trzęsące się nogi rywali przyjeżdżających do Poznania, to warto tę cenę zapłacić. Pytanie: ilu z nich mieszka niedaleko stadionu.
[link=http://www.rp.pl/artykul/559543-Milionerzy-powaleni--na-lopatki-.html]Lech Poznań wygrał 3:1 z Manchesterem City[/link]