- Nigdzie go nie wywozić, ale zakopać wprost pod budynkiem – powiedział senator Oleg Morozow.
Z powodu setnej rocznicy „rewolucji październikowej" w Rosji znów wybuchła dyskusja o tym, co robić z zabalsamowanym ciałem Włodzimierza Lenina. Od kilku lat część hierarchów Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej domaga się usunięcia trupa z centrum miasta i przeniesienia na cmentarz. Proponują znajdujący się w Petersburgu cmentarz Wołkowski, gdzie jest pochowana matka Lenina.
Duchowni wskazują na to, że Plac Czerwony stał się zwyczajowym miejscem koncertów i wielkich imprez, nie godzi się więc trzymać na nim jakiegokolwiek zmarłego. W dodatku z tyłu mauzoleum, w pobliżu kremlowskiego muru i w samym murze, pochowanych jest kilkudziesięciu komunistycznych działaczy, w tym Józef Stalin.
Znaczna część moskiewskiej elity kulturalnej chce również przywrócenia placowi funkcji centrum rozrywkowego, jaki pełnił do bolszewickiego przewrotu. A to oznacza wyniesienie wszystkich tam pochowanych.
Oliwy do ognia ostatnio dolał czeczeński watażka Ramzan Kadyrow, który nagle oświadczył: - Dosyć tego zerkania na Lenina. Mauzoleum cały czas bowiem jest celem wycieczek z całej Rosji.
Gwałtownie odpowiedział mu lider komunistów Giennadij Ziuganow. Jego partia żąda pozostawienia Lenina w centrum stolicy.
Obecnie senator Morozow zaproponował, by wraz z Leninem pochować „symbole wojny domowej (w Rosji), umowne sztandary obu walczących stron", mauzoleum przerobić na wielki pomnik jej ofiar i w ten sposób dokonać symbolicznego je zakończenia.
Jednocześnie sprzeciwił się pomysłowi przeprowadzenia ogólnokrajowego referendum w sprawie pochówku Lenina, który zaproponował szefowa Senatu Walentina Matwijenko. – Zakopywać Lenina poprzez głosowanie ? – denerwował się Morozow.
Według ostatnich badań socjologicznych Centrum Lewady Lenin dzieli Rosjan dokładnie na dwie połowy: po 50 procent pytanych chce wyniesienia go z mauzoleum i pozostawienia tam.