- Nie dlatego włączyłam się w obronę żołnierzy przed skutkami ustawy degradacyjnej, aby bronić mojego ojca. Przyjęłam to ze spokojem i godnością, byłam przekonana, że sprawa jest przesądzona - mówiła córka gen. Jaruzelskiego w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem.

Jeszcze przed zawetowaniem przez Andrzeja Dudę ustawy degradacyjnej Jaruzelska wraz z płk Bielcem i Januszem Zemke założyła Centrum Monitorowania Konsekwencji Ustawy Degradacyjnej.

Monika Jaruzelska mówiła, że nie zarzuci w związku z tym podjętych działań, bo najważniejszą dla niej kwestią jest to, by wojsko "nie było upokarzane".

- Wojsko powinno służyć ku chwale ojczyzny, a nie ku chwale polityków. A to upolityczniało wojskowych, to miało dezintegrować środowisko wojskowe, żeby ono było słabe i żeby nie zagrażało w żaden sposób politykom. Politycy powinni trzymać się od wojska z daleka... - mówiła Jaruzelska o ustawie.

Powiedziała również, że podczas pracy późniejszej dyskusji nad ustawą brakowało jej nie tylko głosu gen. Hermaszewskiego (który był przedstawiany jako osoba szczególnie poszkodowana w przypadku wprowadzenia ustawy w życie, bo, jak twierdził, znalazł się w Wojskowej radzie ocalenia Narodowego" bez swojej wiedzy - red.), ale i innych generałów i dowódców, którzy powinni bronić nie tylko siebie, ale przede wszystkim swoich podwładnych.

Prowadzący zapytał, czy córka gen. Jaruzelskiego przyjęłaby zaproszenie do pałacu Prezydenckiego, gdyby je Andrzej Duda wystosował.

- Ależ oczywiście, głowie państwa się nie odmawia, byłoby to niegrzeczne z mojej strony - odpowiedziała, zastrzegając od razu, że jest to "typowe gdybanie", a ona sama "bardzo prezydentowi współczuje".

- Nie sądzę, że byłabym przyjęta, to jest raz. A dwa, że nie chciałabym też pana prezydenta stawiać w trudnej sytuacji - mówiła.

Tłumaczyła, że Andrzej Duda jest obecnie pod bardzo silną presją, zwłaszcza że "atakuje go jego własne środowisko", a środowiska, "które mu do tej pory nie sprzyjały, nie zaczną mu sprzyjać na tyle, żeby mógł stworzyć z tego jakieś silne lobby".

 Stwierdziła też, że po zawetowaniu przez Dudę tzw. ustawy degradacyjnej wojna między Pałacem Prezydenckim a MON toczy się dalej, mimo zmiany na stanowisku szefa ministerstwa.

- Bo wcześniej obserwowaliśmy to samo. Walkę o wpływy nad wojskiem między panem prezydentem a ministrem Macierewiczem. Wydaje się, że po zwycięskiej walce pana prezydenta znowu zaczyna się sytuacja konfliktowa między nowym ministrem obrony a prezydentem. Więc to jest też trochę taka walka o wpływy - mówiła Monika Jaruzelska.