W obawie o życie i zdrowie uczestników protest medyków zmienił formułę z białego miasteczka na cichy dyżur, a Komitet Protestacyjno-Strajkowy przyjął zaproszenie do rozmów. We wtorek o godz. 14 przedstawiciele wszystkich organizacji tworzących Komitet spotkają się w Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog" z nowym wiceministrem Piotrem Bromberem.

– Każdy dialog jest ważny, ale nie mamy wielkich nadziei związanych z tym spotkaniem. Jeśli wielomiesięczne próby dialogu z ministrem Adamem Niedzielskim nie przyniosły rezultatów, to trudno oczekiwać, że jakieś rozstrzygnięcia przyniesie pierwsze spotkanie z nowym wiceministrem – mówi dr Łukasz Jankowski, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie. – Niemniej nadzieja umiera ostatnia – dodaje.

Czytaj więcej

Protest pracowników ochrony zdrowia .Domagają się między innymi wyższych zarobków i lepszych warunkó
Inflacja pożera dotacje na ochronę zdrowia

Przypomnijmy, że protestującym chodzi nie tylko o podwyżki minimalnych wynagrodzeń pracowników medycznych w publicznej ochronie zdrowia, ale także ograniczenie biurokracji, wprowadzenie przepisów depenalizujących niezawinione błędy medyczne (tzw. no fault) i przyspieszenie dojścia do większych nakładów na ochronę zdrowia. W przedstawionych przed tygodniem postulatach znalazły się m.in.: pensja o równowartości dwóch średnich krajowych dla lekarza rezydenta i trzech średnich dla lekarza specjalisty. Jednak członkowie Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL) zapewniają, że oczekują przynajmniej gestu dobrej woli, którym byłyby wskaźniki wynagrodzeń zaproponowane przez Senat w toku prac legislacyjnych nad ustawą o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia.

Jak wylicza przewodniczący OZZL dr Krzysztof Bukiel, gdyby lekarzowi ze specjalizacją zatrudnionemu na etacie przysługiwała płaca minimalna w wysokości 1,7 minimalnego wynagrodzenia, to przy założeniu, że na etatach w polskich szpitalach pracuje ok. 40 tys. lekarzy, podwyżka kosztowałaby resort 1 mld 80 mln zł brutto.

– A trzeba pamiętać, że niemała część wróci do budżetu w postaci podatku, składki zdrowotnej i części ZUS. Koszt pracodawcy nie ma tu znaczenia, bo są to środki, które całe wrócą do budżetu państwa i nie będą stanowiły żadnego obciążenia – przekonuje szef OZZL.

Czytaj więcej

Strzał zamknął białe miasteczko. Medycy otwarci na rozmowy dwustronne