Przesunięcie wyborów samorządowych z 2023 r. na kolejny rok forsował PiS. Pomysłowi sprzeciwiała się opozycja. Obozowi władzy udało się jednak przegłosować sprzeciw Senatu. Podpis prezydenta oznacza, że obecna kadencja samorządów zostanie wydłużona do 30 kwietnia 2024 r.

Pięcioletnia kadencja rad gmin, powiatów, dzielnic Warszawy, oraz sejmików województw, wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, upłynęłaby bez tego przedłużenia jesienią w 2023 r.

PiS i jego prezes Jarosław Kaczyński jeszcze zapowiadając tę decyzję uzasadniał ją tym, że byłoby niewykonalne przeprowadzenie zbiegających się wyborów samorządowych z parlamentarnymi.

Wiadomo, że wybory samorządowe są organizacyjnie najtrudniejsze do przeprowadzenia, wybiera się w nich bowiem najwięcej osób: radnych, wójtów, burmistrzów. Sylwester Marciniak, przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej i sędzia NSA, mówił publicznie, że przy takim spiętrzeniu czynności do wykonania o błąd ludzki nietrudno. Dlatego uważa, że wybory samorządowe należy opóźnić.

Wszystkie kluby opozycyjne głosowały przeciw projektowi, a w trakcie prac nad nim zarzucały PiS, że zwyczajnie ułatwia sobie walkę wyborczą.

Senat, gdzie opozycja ma większość, odrzucił ustawę. W uzasadnieniu uchwały wskazał, że ani Konstytucja ani ustawy nie sprzeciwiają się przeprowadzeniu wyborów i kampanii wyborczych w nakładających się na siebie okresach i takie przypadki miały miejsce w przeszłości. Istnieją zaś poważne powody, dla których nie należy zmieniać bez istotnego uzasadnienia długości kadencji organów władzy po jej rozpoczęciu. Po pierwsze, wyborcy udzielają im legitymacji do zarządzania na określoną kadencję. Po drugie, choć dopuszczalne jest niekiedy odstąpienie od jakiejś zasady konstytucyjnej, to jedynie, gdy ma ono realizować inną wartość konstytucyjną. Przedłużenie kadencji nie zmierza do zachowania żadnej z wartości konstytucyjnych, a wygoda organizatorów wyborów też nie jest taką wartością.

Czytaj więcej

Wybory samorządowe dopiero w 2024 r. PiS odrzucił sprzeciw Senatu.

Jak pisał na łamach "Rzeczpospolitej" Michał Kolanko, decyzja prezydenta będzie mieć fundamentalne konsekwencje. Ustawa została przeforsowana głosami PiS w Sejmie, a jednym z argumentów było to, że zbieg terminu wyborów do Sejmu i wyborów samorządowych (bez ustawy mają odbyć się w przyszłym roku jesienią) będzie niekorzystny m.in. z punktu widzenia rozliczania obu kampanii wyborczych.

Ale w maju 2024 roku odbędą się wybory do PE. To niesie ze sobą nowe ryzyka. – Ta ustawa nie rozwiązuje żadnych problemów, które są w jej uzasadnieniu. Wszystko, co można powiedzieć złego o zbiegu wyborów do Sejmu i samorządowych, da się powiedzieć też o zbiegu wyborów do PE i samorządowych – mówił "Rzeczpospolitej" prof. Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Wszyscy, którzy będą kandydować do PE, będą mieć interes, by startować wcześniej w wyborach prezydentów miast. Po to, by się promować – kumulować kontakty z wyborcami. Także by blokować innych, jak to obecnie robią posłowie. Posłowie marzący o euromandatach też tak pewnie zrobią. Będzie zamieszanie – tłumaczy.

Presję na prezydenta w tej sprawie wywierajali też samorządowcy np. ze Związku Miast Polskich. Senator Zygmunt Frankiewicz w specjalnym liście zaapelował do Andrzeja Dudy o jej niepodpisywanie.

Czytaj więcej

Prezydent przed kluczową decyzją w sprawie wyborów samorządowych