Sędzia Tuleya mówił m.in. o raporcie "Sędziowie pod presją". Zaznaczył, że dotyczy on szykan dyscyplinarnych wobec sędziów. Natomiast prawdziwym zagrożeniem jest jego zdaniem to, że w Polsce sędziowie odpowiadają nie tylko dyscyplinarnie, ale są też  ścigani karnie za orzeczenia, które wydali, a które były nieakceptowane przez rządzących.

Podał przykłady m.in. sędziego Wojciecha Łączewskiego,  sędziów ze Szczecina i Warszawy, którzy nie zastosowali tymczasowego aresztowania oraz sędzi Pilarczyk, która orzekała w sprawie błędu medycznego w trakcie leczenia ojca ministra Ziobry.

Mówił też o przypadku  sędziego Łukasza Bilińskiego, który został przeniesiony z wydziału karnego do wydziału rodzinnego.

- Ewidentnie chodzi o to, że sędzia Biliński, rozstrzygając w sprawach protestów obywatelskich, odwoływał się nie tylko do konstytucji, ale też prawa międzynarodowego i praw człowieka. I został potraktowany jak w czasach komunistycznych – mówił w Onet Rano. sędzia Igor Tuleya.

- Żałosne jest to, że nawet ci, którzy ścigają sędziów, nie mają odwagi, by wyartykułować, za co ścigają. Zawsze jest jakiś pretekst. Absolutnie zgadzam się z prezesem "Iustitii", że nie ma już różnicy między Polską a Białorusią czy Turcją, gdzie sędziowie są ścigani za rozstrzygnięcia, które wydają – powiedział Igor Tuleya.

- Jestem przekonany, że to tylko kwestia czasu, kiedy i u nas sędziowie zaczną trafiać za kratki. Co będzie za rok? Myślę, że jeśli pani redaktor będzie chciała ze mną porozmawiać, to nie spotkamy się w samochodzie, tylko pewnie będzie to nagranie w którymś z zakładów karnych - powiedział dziennikarce Onetu, która przeprowadzała wywiad w Onet Rano