Z konsternacją powzięłam informację o wypowiedzi ministra sprawiedliwości, w której z imienia i nazwiska zaatakowani zostali dwaj sędziowie Sądu Najwyższego orzekający w sprawie II DIZ 27/21 – pisze Małgorzata Manowska, pierwsza prezes Sądu Najwyższego.

Orzeczenia sądów, jak każdy akt władzy publicznej w społeczeństwie demokratycznym, wymagają kontroli społecznej. Wyrażać się ona może również w ich krytyce, w tym w krytyce orzeczeń Sądu Najwyższego. Każda taka krytyka powinna jednak mieścić się w granicach rozsądku i przyzwoitości.

Czytaj też:

Oświadczenie prezesa SN ws. postanowienia z wniosku sędziego Juszczyszyna

Zarówno krytyka orzeczenia przed zapoznaniem się z jego uzasadnieniem, jak i publiczne piętnowanie sędziów, którzy je wydali, powiązane ze stygmatyzującymi wezwaniami do ich zapamiętywania jako osób mających dopuszczać się czynów niegodnych, stanowi przekroczenie tych granic.

Zawsze będę broniła niezawisłych, orzekających zgodnie z prawem i swoim sumieniem sędziów, niezależnie od tego, czy będą stygmatyzowani przez ministra, czy przez prezesa stowarzyszenia sędziowskiego, czy przez innego jeszcze polityka lub instytucję – pisze pierwsza prezes Sądu Najwyższego. —oprac. a.ł.