Reklama

Jarosław Gwizdak: Trwa nieustająca reforma wymiaru sprawiedliwości

A u nas były w sądach pudła na pisma. Ekologiczne.

Publikacja: 26.07.2022 10:18

Jarosław Gwizdak: Trwa nieustająca reforma wymiaru sprawiedliwości

Foto: Adobe Stock

Prawie się potknąłem, gdy zobaczyłem ją na ulicy Tbilisi. Czyżby budka telefoniczna? Taka charakterystyczna, przysadzista, z półokrągłym daszkiem z pleksiglasu. Ale gdzie słuchawka? Gdzie aparat? Co to w ogóle jest?

Podszedłem bliżej. Nie, to jednak nie jest budką. To wielofunkcyjny terminal Paybox, w którym każdy Gruzin może załatwić… prawie wszystko. Zresztą, nie tylko Gruzin. Dostęp do terminala siłą rzeczy ma każdy, a obywatele innych krajów mają angielską wersję jego interfejsu.

Postanowiłem poznać się bliżej z urządzeniem wielkości sporego bankomatu, jak wspomniałem, często zadaszonego. Czego tam nie ma – oto w jednej maszynie zamknięto możliwości wnoszenia wszelkiego rodzaju opłat, przelewania środków a nawet obstawiania u bukmacherów.

Czytaj więcej

Piotr Paduszyński: Zagubiona w reformach

Bardzo interesująca koncepcja łączenia opłaty za parking z opłaceniem rachunku dostawcy prądu i do tego jeszcze zapłaty mandatu. W wolnej chwili można jeszcze obstawić wynik meczu. Ale dlaczego nie? Tych urządzeń są w Gruzji tysiące i za ich pomocą – kartą lub gotówką – można je opłacić. Wygoda i technologia. Równanie szans i dostępu do usług.

Reklama
Reklama

Mówi Tajemniczy Adwokat

Skoro mowa o dostępie do jakichkolwiek usług: wciąż mnie zastanawia olbrzymia nierówność w dostępie do wymiaru sprawiedliwości. Przypomnę kolejny raz: z ośmiu miliardów mieszkańców naszej planety utrudniony (czy też niepełny) dostęp do sprawiedliwości ma około pięciu miliardów ludzi.

Sześciu na dziesięciu ludzi ma więc problem z dochodzeniem swoich roszczeń za wykonaną pracę, odzyskaniem należnego odszkodowania, gdy ulegnie wypadkowi czy ochroną przed nadużyciem władzy.

W naszej części świata szczęśliwie dostęp do sprawiedliwości mamy właściwie nieograniczony – przynajmniej teoretycznie. Ale gdy przychodzi do dostępu do prawa, zaczyna być inaczej. Znacznie gorzej.

Oddam na moment głos Tajemniczemu Adwokatowi, bo tak pozwoliłem sobie przetłumaczyć angielskie „Secret Barrister”. Przy okazji, przedstawię to zjawisko (bo są wątpliwości nawet co do płci, czy też liczebności podmiotu – jest aż tak tajemniczy).

Tajemniczy Adwokat reprezentuje obywateli w sprawach karnych przed brytyjskimi sądami. Przy okazji odnosi sukcesy jako bloger(ka), komentator(ka) i obserwator(ka) systemu sprawiedliwości Zjednoczonego Królestwa.

W swojej drugiej książce „Fałszywe prawo – prawda o sprawiedliwości w epoce kłamstwa” („Fake Law – The Truth About Justice in an Age of Lies”, Picador 2020) opisuje wiele nieprawidłowości, z którymi zetknął się w brytyjskich sądach karnych. Jest jak w Polsce, a może gorzej – rozprawy „spadają”, świadkowie pojawiają się w sądzie i nie zostają przesłuchani, jest coraz więcej „pływających spraw” (floating cases) – takich, które wpisuje się na wokandę w nadziei, że uda się je przynajmniej rozpocząć. Nadzieja ta jest z reguły płonna.

Reklama
Reklama

Tajemniczy Adwokat często porównuje wymiar sprawiedliwości do służby zdrowia. Okazuje się, że zarówno jedno, jak i drugie na wyspie nie funkcjonuje najlepiej. Bardzo do mnie przemawia porównanie dostępu do wymiaru sprawiedliwości z dostępem do opieki medycznej.

Otóż dostęp do wymiaru sprawiedliwości nie polega na możliwości wejścia do budynku sądu, a dostęp do opieki medycznej na fizycznym pojawieniu się w szpitalu czy przychodni.

Dostęp do opieki medycznej to przede wszystkim możliwość uzyskania diagnozy i terapii od kompetentnych, przeszkolonych pracowników – czy to lekarzy czy innych specjalistów.

Dostęp do sprawiedliwości to między innymi możliwość zrozumienia procedur, uzyskania pomocy prawnej, a przede wszystkim otrzymania rozstrzygnięcia sporu w rozsądnym terminie.

Wracamy nad Wisłę

Są wakacje, znów podróżujemy – dlatego okrągłą trasą z Tbilisi przez Londyn wróćmy do Polski. Jak być może czytelnikom wiadomo, od niemal siedmiu lat trwa nieustająca reforma wymiaru sprawiedliwości. Z niedawno wydanego raportu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka dowiadujemy się, że reforma idzie nam jak z płatka. Że jest coraz lepiej, właściwie doskonale. Że inne kraje powinny brać z nas przykład.

Możemy być dumni, że czas rozpoznania spraw wzrósł, że starych spraw w sądach przybywa. Bo wiele się musi zmienić, żeby nie zmieniło się nic. Sprawy spadają, ale być może nie pływają, jak w tych beznadziejnych sądach brytyjskich. No bo kto wyznaczyłby więcej spraw na wokandzie, niż może rozpoznać? Na pewno nie polski sędzia.

Reklama
Reklama

Polski wymiar sprawiedliwości nadal nie wypracował elektronicznych form komunikacji ze stronami procesu, działania w tym zakresie mają charakter punktowych zmian, łatania naprędce zidentyfikowanych dziur.

W ciągu dekady (od 2011 r.) wzrósł czas rozpoznawania spraw, niektórych niemal dwukrotnie. W sprawach cywilnych z 4,5 miesiąca wzrósł do 7,6 miesięcy. Jeszcze lepiej jest w sprawach z prawa pracy, gdzie na wyrok zamiast niecałych sześciu miesięcy czeka się prawie rok (11,5 miesiąca).

Ale i tak w najlepszej sytuacji są przedsiębiorcy, co w obliczu nadchodzącego kryzysu znakomicie nam wszystkim wróży – na wyrok czekają prawie dziewięć miesięcy, gdy dekadę temu postepowania trwały średnio 3,6 miesiąca.

Przytoczone przeze mnie dane nadal nie dają nikomu do myślenia. Jedyne, co się zmienia, to sposób „księgowania” spraw, tak aby nieco podrasować statystyki i można było się czymkolwiek pochwalić na konferencji prasowej.

W czasie pandemii jednym ze szczytowych osiągnięć „sądowej techniki”, innowacją, o której było głośno, były bezobsługowe biura podawcze. A ściślej – pudła (urny), do których wrzucało się pisma procesowe. Przypomnę, pisma wrzucano do pudeł, a w tym samym czasie sztuczna inteligencja rozszyfrowała struktury niemal wszystkich ludzkich białek.

Reklama
Reklama

„Nie macie takich terminali w Polsce?” – pyta mnie gruzińska współpracowniczka, gdy opowiadam jej z entuzjazmem o moim spotkaniu z Payboxem. „Mamy, mamy – odpowiadam z pełnym przekonaniem – są na przykład w sądach i są z drewna. W pełni ekologiczne, rozumiesz. Na razie testujemy ich oprogramowanie”.

Autor jest byłym sędzią, byłym prezesem sądu, członkiem zarządu Fundacji Inpris, Obywatelskim Sędzią Roku 2015

Rzecz o prawie
Ewa Szadkowska: Nawrockiego o sądy wojna totalna
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Rzecz o prawie
Maciej Zaborowski: Zarzuty bez granic
Rzecz o prawie
Jacek Dubois: Prawnik z Big Brothera
Rzecz o prawie
Robert Damski: Słowa mają znaczenie
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama