Paweł Kukiz pozywa dwoje dziennikarzy Onetu za tekst, którego tytuł w zasadzie mówi wszystko: „Stan po Burzy wydanie specjalne. Kulisy dealu Kukiza z Kaczyńskim. Tak władza korumpuje posłów, by pacyfikować media"; Radosława Sikorskiego za telewizyjny komentarz do tego zdarzenia, że „jest albo kompletnym durniem, który nie rozumie, co się dzieje, albo sprzedajną szmatą", wreszcie ma pozwać mec. Romana Giertycha za tweet „#szmatakukiz".

Próby ugodowe nie dały efektów, więc będą pozwy Kukiza, który zapewnia, że nie odpuści, aby zarzucano korupcję człowiekowi uczciwemu, który dopłaca z prywatnych pieniędzy do polityki (nie bierze subwencji), który walczy o prawa obywatelskie w warunkach (politycznych), jakie ma do dyspozycji.

Chodzi o to, co zrobią sądy.

Czytaj więcej

Kukiz: Mam hejt gorszy od Pawła Adamowicza

W mojej ocenie za określenie „#szmatakukiz" Paweł Kukiz może uzyskać przeprosiny, ale Sikorski może kluczyć, że jego słowa nie były stanowcze, a dziennikarze powiedzą, że nie napisali, że dopuścił się przestępstwa korupcji, użyli bowiem określenia ze sfery polityki. Nie wiem, czy sędziowie, do których trafią te pozwy, tak samo podejdą do kwestii publicznych wypowiedzi. Mam jednak w pamięci słowa sędzi uzasadniającej oddalenie pozwu PiS przeciwko prof. Wojciechowi Sadurskiemu za określenie tej partii „zorganizowaną grupą przestępczą", że przecież padło ono w kontekście ostrej debaty wokół marszu niepodległości w 2018 r., a na usprawiedliwienie profesora przemawia i to, że jako filozof prawa miał wręcz obowiązek zareagować na niebezpieczne ekscesy pojawiające się na marszu, a nadto krótka i szybka forma twitterowej wypowiedzi.

Mecenas Giertych chyba nie jest filozofem, ale ma doświadczenie prawnicze, a jego wypowiedź – jeśli się nie mylę – składała się ze zbitki dwóch słów, i zapewne skorzystałby szerzej z arsenału usprawiedliwień, jakie potrafią uwzględnić sędziowie.

W sumie jednak dobrze, że reformatorzy sądów idą poznać ich skuteczność w walce z hejtem na własnej skórze. Tylko że lekcja ta może trwać kilka lat, a język przestrzeni publicznej psieje z miesiąca na miesiąc.