Określenie "gracze" w tym znaczeniu byłoby trafne, gdyby oni grali o wzmocnienie pozycji Polski, czasem kosztem swoich karier politycznych, a oni grają o wzmocnienie swojej pozycji kosztem suwerenności Polski.
Są teorie o tym, że Donald Tusk dwa razy jest premierem, a trzeci raz wolałby być komisarzem, ale na to dowodów nie ma. Okaże się dopiero po fakcie, tak jak ze Schröderem.
Hofman nie ma wątpliwości, że za tym "przebudzeniem" PO w polityce zagranicznej kryją się dwie motywacje:
Jedna to ideologiczna, bo dzisiejsza Platforma w tym głównym nurcie to jest przecież kontynuacja KLD, który od zawsze mówił, że Europa powinna być silną federacją, a Polska jako państwo unitarne nie ma sensu, raczej kilka regionów konkurujących w ramach Unii Europejskiej.
A z drugiej strony kwestia taktyczna - pod koniec prezydencji Donald Tusk miał dość siedzenia za drzwiami i postanowił pójść w awangardzie i powiedzieć głośno - ustami Radka Sikorskiego - to, co Niemcy myślą od dawna, tylko wstydzą się powiedzieć
Rzecznik PiS twierdzi, że propozycje Sikorskiego idą w złym kierunku:
Utrata suwerenności to nie wydarzenie, a proces i w sposób demokratyczny także można się jej zrzec. I to jest równie wielki grzech, jak grzech oddania niepodległości w inny sposób. Do opisu tej sytuacji jest używany różny język: emocjonalny, język interesu, ale także - jak na przykład twierdzi doktor Szczerski - język dzisiejszej Unii Europejskiej. O tym trzeba mówić różnymi językami, by wokół tego integrować jak najwięcej ludzi.
"Przebudzeniu Polaków" ma służyć marsz zapowiadany przez PiS na 13 grudnia. Inaczej, żartował Hofman, Polacy skończą jak Indianie w rezerwatach.