Raport Komisji Millera to bajka. Po 21 jeden miesiącach od katastrofy jestem przekonany, że nie mamy do czynienia ze zwykłym wypadkiem. Jest nam opowiadana jakaś bajka. Jest w tym tyle samo prawdy, co historii o pijanym Błasiku wydającym rozkazy.
Jan Wróbel dopytywał - Komisja Millera znała prawdę, ale sprzedała nam fałszywy obraz wydarzeń? To jest intencjonalne działanie?
Tak, dokładnie. To jest sytuacja na działanie polityczne. To jest rzecz zupełnie niebywała. Poziom moralny straszliwy.
Macierewicz mówił o kłamstwach:
Ja po tym czasie, którym się zajmuję tą problematyką, jestem przekonany, że nie mamy do czynienia ze zwykłym wypadkiem. (...) Przede wszystkim kwestia pancernej brzozy została rozbita w proch i pył. Drugie kłamstwo to twierdzenie o obecności w kokpicie generała Błasika. To jest śmiertelnie poważna sprawa. Nie ma tutaj miejsca na posługiwanie się stereotypami, zwłaszcza typu antypolskich opowieści, szarża z szablami na czołgi. Takie stereotypy są wzięte jeszcze z czasów stalinowskich.
Na temat postulatu publicysty "Naszego Dziennika", który pisze o potrzebie dokonania "głębokiego, węgierskiego manewru", Macierewicz mówi:
Ten postulat jest racjonalny. Doświadczenie ostatnich 20 lat z na przykład elitą zajmująca się mediami jest tak fatalne, że nie dziwiłbym się takiemu pomysłowi. Jeżeli przez 20 miesięcy mamy do czynienia z huraganowym ogniem fałszywych posądzeń i domniemywań, których celem nie jest dojście do prawdy tylko oskarżenie Lecha Kaczyńskiego o spowodowanie katastrofy, czy zniszczenie dobrego imienia generała Błasika, to trudno się dziwić.
Ludzie dochodzą do wniosku, że elita tak podchodząca do rozpowszechniania informacji, powinna odejść, bo po prostu niszczy świadomość narodową i utrudnia Polsce wychodzenie z kryzysu.