Do snu kołyszą mnie zmyślone scenariusze. Za dnia wplatam zmyślanie w szczeliny kalendarza. Maladaptive daydreaming, czyli dezadaptacyjne marzycielstwo. Długo uważałam ten nawyk za wadę, aż nauczyłam się robić z niego użytek w politycznym Tetrisie. W bezpieczeństwie symulacja jest metodą, nie fantazją. Ostatnio wzięłam na warsztat ostatnie pół godziny przyszłorocznej kampanii wyborczej: jeden deepfake uruchamia domino prowadzące do zmiany konstytucji w Polsce. Political fiction? Tak. Ale w granicach prawdopodobieństwa.
Deepfake w ciszy wyborczej może zmienić wynik wyborów
Piątek, 23:32. Oglądam rolkę kandydatki z mojego okręgu: ogłasza wycofanie się z wyborów. Tradycyjnie ostatni „biorący” mandat rozstrzyga się u nas różnicą kilkudziesięciu głosów.
Nagranie wygląda normalnie. Nie czai się szósty palec, nic nie brzmi sztucznie; zgadza się nawet marynarka, w której kandydatka była wcześniej w Polsacie.
Czytaj więcej
Wojna Rafała Brzoski z Facebookiem to przykład zjawiska polegającego na radykalnym odwróceniu się społecznych nastrojów wobec platform społeczności...
23:52: 8 tys. wyświetleń.
23:59: 74 tys. O północy zaczyna się cisza wyborcza.
W sobotę film trafia na grupę „MIESZKAŃCY SKAWINY – BEZ CENZURY”. Dostaję SMS od przyszywanej cioci (zwykły, nie żaden WhatsApp): „Gusia, to ta co mówiłaś, że fajna. Na kogo teraz głosować?”.
10:12. Sztab chce dementować, ale prawnik próbuje ustalić, czy podczas ciszy wyborczej w ogóle może. Dwie godziny poślizgu. Fejk ma 1,2 mln wyświetleń, oświadczenie – 40 tys.
12:30. Nikt już nie musi podgrzewać fejka. Nadal wisi, krążą kopie i screeny – internet dostał pożywkę i niesie ją dalej. Przed północą swoje zdążył dorzucić influencer z trzema milionami obserwujących (niedawno wygrał przetarg na długopisy do lokali wyborczych, więc polityka leży mu na sercu).
Ewolucja sztucznej inteligencji
10:30, niedziela. Przy urnie słyszę: „Czwórka to ta, co się wycofała?” – „Nie, podobno to ta sztuczna inteligencja” – „A skąd wiesz?” – „W sumie nie wiem”. Kobieta stawia krzyżyk. Zgaduję, gdzie nie wylądował.
W poniedziałek spływają wyniki. 73 głosy więcej wystarczyłyby, żeby ostatni mandat przypadł konkurencyjnej liście. Zamiast tego wpada 307. mandat nowej większości. Przy pełnym składzie Sejmu tyle potrzeba, by uchwalić zmianę konstytucji.
Dezinformacja wyborcza i odpowiedzialność platform: kto powinien reagować?
Koniec zmyślania. Eksperyment wrzuciłam na Instagrama. 600 tys. wyświetleń później najczęściej wracały dwa pytania: „Co ma do tego AI?” i „Po co nam cisza wyborcza?”.
Mechanizm jest stary: fałszywki i próby zniechęcania do głosowania nie pojawiły się wczoraj. Nowa jest ekonomia operacji. AI obniża koszt produkcji wiarygodnego fałszu, przyspiesza proces i pozwala uszyć przekaz na miarę odbiorcy. Nie potrzeba jednego uberkłamstwa dla całej Polski. Można stworzyć dziesiątki wersji i podsuwać je tam, gdzie kilkadziesiąt głosów może przesunąć mandat.
Zawróćmy uwagę: ten sam piątek, 23:32. Ale kandydatka się nie wycofuje. Zamiast tego emerytom ze Skawiny wyświetla się jej „wypowiedź” o likwidacji 13. emerytury, a nastolatkom – o przywróceniu obowiązkowej służby wojskowej. Ta mikroskala niepokoi mnie bardziej niż deepfake z premierem wypowiadającym wojnę. Przy wyrównanych wyborach nie trzeba przekonać milionów. Czasem wystarczy 73 osoby, żeby zostały w domu. Albo żeby trzy tuziny zagłosowały inaczej.
Przedsmak mieliśmy w wyborach prezydenckich w USA w 2016 r., kiedy skrajnie prawicowy influencer Douglass Mackey zachęcał do „głosowania” SMS-em. Wystarczyły mu własnoręcznie robione grafiki. Prawie 5 tys. numerów wysłało wiadomość. Skazano go w 2023 r., ale w 2025 r. sąd apelacyjny uchylił wyrok z powodu niewystarczających dowodów. Dziewięć lat zajęło uporanie się z memami. Ile dziś zajmie wyprodukowanie czegoś, czym będą zajmować się przez drugie tyle? Dziewięć minut?
Czytaj więcej
Szefowa włoskiego rządu Giorgia Meloni zgłosiła swój głos jako dźwiękowy znak towarowy w unijnym urzędzie ds. własności intelektualnej. Zastrzeżeni...
A cisza wyborcza? Bez niej kandydatka mogłaby – bez zawahania – reagować od razu, ale prawda nadal nie rozejdzie się tak szybko jak fałsz. Może kompromis: zostawić ciszę, dopuszczając sprostowania? To z kolei furtka do kampanii przebranej za dementi.
Co może zrobić kandydatka wpuszczona w maliny o 23:32? Bronić się czy nie? Kto ma nakazać ściągnięcie filmu: platforma, PKW, sąd, NASK? Ile mają czasu? Co z kopiami?
Do wyborów zostało nam trochę czasu, żeby ustalić zasady na piątek o 23:32. W sobotę możemy już tylko nadrabiać zasięgi.
Agnieszka Gryz
Analityczka i strateżka polityczna. Pracowała w kampaniach parlamentarnych, samorządowych i prezydenckich. Doradza wicepremierowi Radosławowi Sikorskiemu przy krajowej agendzie politycznej