Roch Zygmunt: Dlaczego opozycja nie rozliczy PiS-u

Nie liczę na żadne gruntowne zbadanie przekrętów PiS. Wierzę za to w pokazówki – pisze publicysta.

Publikacja: 09.11.2023 03:00

W kampanii wyborczej Donald Tusk obiecał nie tylko naprawę państwa i rozliczenie, ale i narodowe poj

W kampanii wyborczej Donald Tusk obiecał nie tylko naprawę państwa i rozliczenie, ale i narodowe pojednanie

Foto: AFP

Rozliczymy PiS!” – to mantra powtarzana ostatnio bezustannie przez polityków dotychczasowej opozycji. Oczywiście wiadomo, z jakiego powodu. Twardy elektorat, szczególnie Platformy Obywatelskiej, tylko czeka, aż wynik wyborów zmaterializuje się w postaci Jarosława Kaczyńskiego doprowadzanego w kajdankach do celi. Tyle tylko, że to nie takie proste.

Po pierwsze, instytucje państwa nadal będą opanowane przez nominatów poprzedniej władzy. Dość powiedzieć, że prokuratorem krajowym jest Dariusz Barski, dobry kolega Zbigniewa Ziobry, którego – wedle nowelizacji z końca sierpnia – można odwołać tylko za zgodą głowy państwa. Nie jest wykluczone, że Andrzej Duda pójdzie tu na ustępstwa wobec nowego rządu, ale pewności nie ma. Szczególnie że to właśnie prezydentowi Donald Tusk i politycy opozycji grozili Trybunałem Stanu. Tym samym, którego przewodniczącą jest prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska, inna miła PiS-owi osoba. Rozliczenia zatem już na samym poziomie proceduralnym nie będą łatwe do przeprowadzenia.

Czytaj więcej

Roch Zygmunt: Partia Razem musi postawić na samodzielność

Ale jest inna rzecz, znacznie w tym kontekście ważniejsza. Istnieje bowiem wśród naszej klasy politycznej cicha, niewypowiedziana zasada, że rozliczenia dokonywane są raczej niespiesznie, o ile w ogóle. I nie, nie jest to myślenie spiskowe – z takimi sytuacjami mieliśmy już kilkukrotnie do czynienia w czasie rządów duopolu PO i PiS-u.

W 2015 roku, gdy jeszcze u władzy była koalicja PO-PSL, chciano postawić przed Trybunałem Stanu Zbigniewa Ziobrę. Do uchwalenia wniosku jednak nie doszło, bo zabrakło… pięciu głosów. Późniejsze, niezbyt mądre zresztą, wyjaśnienia potwierdzały jedynie, że nawet jeśli nie było to celowe działanie, to nie wzbudziło ono przesadnej skruchy wśród nieobecnych. „Nawet gdybym była, to i tak czterech [głosów] by brakowało” – powiedziała reporterom ówczesna premier Ewa Kopacz. Podobną śpiewkę o rozliczeniach słyszeliśmy z ust polityków PiS-u, gdy po 2015 roku przejęli stery w państwie. Posłowie nowej większości mówili, do jakich niebywałych wręcz przekrętów dochodziło za czasów ich poprzedników, jak to mafie VAT-owskie – za przyzwoleniem polityków PO – rozkradały Polskę. Jak widzimy, przyzwolenie było tak ogromne, że żaden z wrażych decydentów nie siedzi w kryminale, a przecież ekipa Kaczyńskiego miała na przygotowanie aktów oskarżenia aż dwie kadencje.

A przecież w kampanii wyborczej Donald Tusk obiecał nie tylko naprawę państwa i rozliczenie, ale i narodowe pojednanie

Nie liczę więc na żadne poważne rozliczenie przekrętów – często faktycznych i bulwersujących – które za rządów PiS-u miały miejsce. To zaś, w co wierzę, to pokazówki. Jedynie symboliczne wprawdzie, ale – po pierwsze – zapewniające igrzyska tym, którzy oczekują „krwi” przeciwników, a po drugie, pokazujące, że nastał nowy, niepisowski porządek. I jakkolwiek nie dziwi mnie polityczna potrzeba odegrania takiej szopki (przykładowo ukarania jakiegoś drugoligowego polityka PiS-u), tak podzielam obawę prof. Marcina Matczaka, że dla wyborców drugiej strony mogłaby ona stanowić ostateczny dowód, że nowa koalicja chce jedynie prostej zemsty, nie żadnej jakościowej zmiany.

A przecież w kampanii Donald Tusk obiecał nie tylko naprawę państwa i rozliczenie, ale i narodowe pojednanie. Czy te dwa ostatnie elementy nie będą ze sobą kolidować? Chciałbym wierzyć, że nie, ale polska polityka szybko leczy z takiego optymizmu.

Autor jest publicystą, studentem politologii Uniwersytetu Jagiellońskiego

Rozliczymy PiS!” – to mantra powtarzana ostatnio bezustannie przez polityków dotychczasowej opozycji. Oczywiście wiadomo, z jakiego powodu. Twardy elektorat, szczególnie Platformy Obywatelskiej, tylko czeka, aż wynik wyborów zmaterializuje się w postaci Jarosława Kaczyńskiego doprowadzanego w kajdankach do celi. Tyle tylko, że to nie takie proste.

Po pierwsze, instytucje państwa nadal będą opanowane przez nominatów poprzedniej władzy. Dość powiedzieć, że prokuratorem krajowym jest Dariusz Barski, dobry kolega Zbigniewa Ziobry, którego – wedle nowelizacji z końca sierpnia – można odwołać tylko za zgodą głowy państwa. Nie jest wykluczone, że Andrzej Duda pójdzie tu na ustępstwa wobec nowego rządu, ale pewności nie ma. Szczególnie że to właśnie prezydentowi Donald Tusk i politycy opozycji grozili Trybunałem Stanu. Tym samym, którego przewodniczącą jest prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska, inna miła PiS-owi osoba. Rozliczenia zatem już na samym poziomie proceduralnym nie będą łatwe do przeprowadzenia.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Paweł Kowal: W sprawie Ukrainy NATO w połowie drogi
Publicystyka
Łukasz Warzecha: Przez logikę odwetu Donald Tusk musi za wszelką cenę utrzymać się u władzy
Publicystyka
Groźny marsz Marine Le Pen
Publicystyka
W Małopolsce partia postawiła się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Czy porażkę można przekuć w sukces?
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Publicystyka
Łukasz Warzecha: Czas wprowadzić maksymalny wiek biernego prawa wyborczego
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą